AUTOR ARTYKUŁU
MACIEJ SKAZA
AMBASADOR
4 lipca 2018 | wyślij link
AMBASADOR

Już samo oczekiwanie na oscarową noc budzi niemałe emocje. Promocyjna machina finansowa rusza z siłą wodospadu, nagłówki gazet atakują niczym tytuł jednej z piosenek Queen, lista filmów zapełnia repertuary wszystkich kin, a portale internetowe rozgrzewają się do czerwoności od ilości plotek, spekulacji i komentarzy. Wreszcie przychodzi ta noc, która w świetle reflektorów, fleszy i blichtru połyskującego złotem i brylantami objawia nam prawdę dnia dzisiejszego; wskazuje kierunek życia w myśl zasady: to ta wizja rzeczywistości jest dla Ciebie najlepsza, z tym się zgadzamy, tak postępuj i doświadczaj! We współczesnym społeczeństwie konformistów taka idea jest nam najbliższa – można przyjąć i nieświadomie spać dalej doświadczając świata pośrednio oczami innych.

A tymczasem, gdzieś w równoległej rzeczywistości, oczekiwanie na werdykt jury Nagrody Pritzkera, odbywa się niemalże w ciszy. Kilka postów na branżowych portalach, usiłujących odgadnąć to najważniejsze nazwisko, kilka komentarzy. Nieme oczekiwanie.

Już od kilku lat towarzyszyć mu może nieśmiały uśmiech zwiastujący niespodziankę, zaskoczenie. Od jakiegoś czasu bowiem, samo nazwisko nie ma aż takiego znaczenia. Wszak czasy star-architektów już przeminęły. Wydaje się, że w rozstrzygnięciach Jury istotne staje się przesłanie, wskazujące na konkretny problem, skupiające uwagę na ważnych zagadnieniach współczesności. W takim ujęciu laureat „architektonicznego Nobla”  może być postrzegany jako ambasador.

 

Laureatem Nagrody Pritzkera w 2018 roku został Balkrishna Vithaldas Doshi.

Kim jest 90-letni indyjski architekt, 45. laureat nagrody i pierwszy z Indii?  Serwis archdaily jednym tchem wymienia w dwunastu punktach to, co wydaje się istotne w życiu i twórczości Doshiego. Dla nieświadomych i żyjących w pośpiechu – idealny zestaw informacji w pigułce. Początek i koniec. Można jednak wybrać inną drogę i zagłębić się w niecodzienny/alternatywny świat, śledząc kolejne kadry i niespiesznie podążając w kierunku, który przynieść może nowe doświadczenia; indywidualne i intymne jak życie każdego z siedmiu miliardów odbiorców architektury.

W uzasadnieniu do przyznania Nagrody Pritzkera czytamy: „Balkrishna Doshi stale pokazuje, że dobra architektura i urbanistyka powinny nie tylko łączyć zamysł i strukturę, ale muszą także uwzględniać klimat, miejsce, technikę i rzemiosło, a także uwidaczniać głębokie zrozumienie kontekstu w najszerszym tego słowa znaczeniu. Projekty muszą wykraczać poza funkcjonalność, aby łączyć się z ludzkim duchem poprzez poetyckie i filozoficzne podstawy”.

Już pierwsze spojrzenie na realizacje indyjskiego architekta pobudzają skojarzenia – i te bliskie, i te dalekie. Trudno nie zauważyć związku pomiędzy projektem Instytutu Indologii w Ahmedabad (proj. B. V. Doshi, 1962), a architekturą rezydencją gubernatora w Chandigarh, czy klasztorem La Tourette projektu Le Corbusiera. Pomimo, że projekt był realizowany jako jedno z pierwszych indywidualnych dzieł Doshiego, to wpływ wielkiego mistrza modernizmu jest tu wyraźnie czytelny. My – tu w kraju nad Wisłą – odnaleźć możemy także stylistyczny związek pomiędzy tą budowlą, a architekturą ambasady RP w New Delhi (proj. W. Cęckiewicz i S. Deńko, 1975-78). Charakterystyczne dla wszystkich wymienionych budynków są modularne podziały, podniesiona ponad powierzchnię kubatura i rytm regularnych otworów. Zarówno w New Delhi, jak i w Ahmedabad, a przy sprzyjającej pogodzie – również w domu dla stu dusz pod Lyonem – grę brył w świetle wydobywa głęboki cień. Należy dodać, a być może to właśnie ten element przesądza o indywidualnym charakterze instytutu, że – zgodnie ze stwierdzeniem architekta – w budynku tym można odnaleźć szereg elementów charakterystycznych dla indyjskich budynków.

Związki z architekturą Le Corbusiera są widoczne szczególnie we wczesnych realizacjach Balkrishna Vithaldas Doshi. Można je odnaleźć także w kolorach wnętrz KamalaHouse (1963), czy surowości betonowych wnętrz Premabhai Hall (1976). W odniesieniu do charakteru betonowej architektury to raczej wpływ Louisa Kahna, a może nawet odległe skojarzenia z twórczością Oskara Niemeyera, szczególnie jeśli porówna się wnętrza Indian Institute of Management w Bangalore (proj. B. V. Doshi, 1977–1992) oraz Instituto Central de Ciências w Brasilii (proj. Oscar Niemeyer, 1971) – rytm surowych betonowych elementów przenika się z tropikalną zielenią.

Na przestrzeni 70 lat swojej pracy twórczej Doshi stworzył ponad 100 projektów. Ich różnorodność zdaje się zaświadczać, o zmianie postaw twórczych, o rozwoju, o meandrach i poszukiwaniu właściwych rozwiązań, o pewnej drodze, jaką podąża w swej pracy indyjski architekt. Rozmaitość kształtów, kolorów, relacji przestrzennych inspiruje obserwatora do odnajdywania źródeł inspiracji, architektonicznych punktów odniesień, czy może po prostu banalnego porównywania. W myśl takiego założenia różnorodność twórczości Doshiego łączyć się może z charakterem projektów zeszłorocznych laureatów Nagrody Pritzkera, w projekcie Indian Institute od Management odnaleźć można powidoki Getty Center (proj. R. Meier, 1997), czy budynków projektu Mario Botty, z kolei w Andavad Ni Gufa związków z twórczością Antonio Gaudiego, czy Freia Otto.

Lecz architektura to nie tylko zagadnienia związane z formą, materiałem, fakturą i kolorem. To także kwestie dotyczące bezpośrednio życia człowieka, o czym świadczy werdykt jury w 2016 roku. Nie trzeba nawet przytaczać słów Witruwiusza, by wiedzieć, że są one równie istotne jak trwałość, czy piękno. Zaangażowanie Doshiego w projekty socjalne najlepiej oddają jego własne słowa: „Powinienem złożyć przysięgę i zapamiętać ją na całe życie: zapewnić najniższej klasie odpowiednie mieszkania”.

Jednym z najważniejszych przykładów takiego myślenia jest zespół Aranya Low Cost Housing (Indore, 1989), gdzie zaprojektowanych zostało ponad 6500 jednostek mieszkalnych o zróżnicowanym programie – od jednopokojowych mieszkań do przestronnych domów. Układ przestrzenny tworzy skomplikowana struktura budynków, dziedzińców i labiryntów wewnętrznej komunikacji – zespół mieszkaniowy dla ponad 80 000 osób. Tygiel, w którym mieszają się swobodnie przestrzenie otwarte i zamknięte, sprzyja różnobarwności życia, charakterystycznej dla społeczeństwa indyjskiego. Kompozycja prostopadłościennych budynków o różnych proporcjach, uzupełniona prostymi formami tarasów, schodów, zadaszeń i przebijających powierzchnie otworów okiennych i drzwiowych. Tworzy przestrzenną mozaikę zamkniętych i otwartych form, oddzielonych od siebie, a równocześnie połączonych – tak skomplikowanie różnorodnych, jak kultura Indii, jak „Smak curry”.

W tym obrazie życia i twórczości Balkrishna Vithaldas Doshiego, niczym w wielokulturowym tyglu współczesnej globalnej wioski pojawiają się różnorodne elementy. Pojawiają się nazwiska Le Corbusiera i Louisa Kahna. Pojawiają się budynki mieszkalne, biurowe czy ekspozycyjne. Uwarunkowania klimatyczne, ostre słońce i środowisko w jakim przyszło żyć mieszkańcom tamtych regionów. Na tle tej różnorodności problemów, czynników determinujących proces twórczy i formę architektury, pojawia się jednak uporczywe przeświadczenie, że istnieje czynnik, który nie tylko spaja poszczególne elementy, ale – może po pierwsze – wyróżnia tegorocznego laureata Nagrody Pritzkera. To – podkreślana wielokrotnie przez Jury – świadomość kontekstu, znajomość lokalnych uwarunkowań i możliwości, szacunek dla historii i lokalnych uwarunkowań kulturowych. To współczesne odzwierciedlenie regionalizmu.

I nie zdziwi zapewne nikogo fakt, że „indyjskość” architektury Doshiego kierować może myśli na organizowany od kilku lat Konkurs o nagrodę im. Stanisława Witkiewicza, a może nawet dalej – do Zakopanego … ku Willi pod Jedlami, do zacisza kaplicy w Jaszczurówce. Czy w XXI wieku będziemy jeszcze zdolni do odnalezienia architektury regionalnej, czy też skazani jesteśmy na globalizację również w zakresie tej najbliższej (dosłownie) ze sztuk?

 

 

 

Cały artykuł w #47 ARCH.

ARCH #50
LISTOPAD/GRUDZIEŃ 2018
facebook