AUTOR ARTYKUŁU
IRMA KOZINA
GERRIT RIETVELD: STOLARZ Z DUSZĄ ARCHITEKTA
5 marca 2018 | wyślij link
GERRIT RIETVELD: STOLARZ Z DUSZĄ ARCHITEKTA

 

Utrecht w stuletnią rocznicę czerwono-niebieskiego fotela

W 2017 roku, w wielu holenderskich ośrodkach sztuki celebrowano setną rocznicę powstania grupy artystycznej skupionej wokół pisma De Stijl, której założenia programowe dały teoretyczną podstawę dla sformułowanego przez Pieta Mondriana i Theo van Doesburga kierunku zwanego neoplastycyzmem. Nawet znane jedynie specjalistom zajmującym się współczesnymi działaniami artystycznymi – Kröller-Müller Museum w Otterlo – postanowiło uczcić ten okrągły jubileusz otwarciem wystawy o tytule Patronka i malarz pokojowy. Helene Kröller-Müller i Bart van der Leck, która od września tego roku prezentowała dorobek mniej rozpoznawalnego członka grupy, Barta van der Lecka (w istocie w największym stopniu odpowiedzialnego za charakterystyczną stylistykę neoplastycystów). To dzięki niemu Piet Mondrian uwolnił się od wpływów kubizmu i zredukował paletę barwną, ograniczając ją do trzech barw podstawowych: czerwieni, błękitu i żółci oraz do trzech „niekolorów”: bieli, czerni i szarości. Sam van der Leck zawsze podkreślał, że w jego przypadku stosowanie płaskich plam czystego koloru lokalnego było wynikiem fascynacji malarstwem starożytnego Egiptu, popularnym w kręgu artystów związanych z art déco. Dość szybko, zresztą, pokłócił się z kolegami i wystąpił z grona zwolenników De Stijl, bez żalu pozostawiając im „w spadku” rozwiązania formalne wypracowane w okresie zafascynowania abstrakcją.

Niejeden historyk designu nie zawsze świadomy jest faktu, że to właśnie van der Leck jest odpowiedzialny za kolorystykę słynnego fotela czerwono-niebieskiego (Red and Blue Chair) zaprojektowanego przez Gerrita Rietvelda. Kiedy ów uzdolniony utrechcki stolarz w 1917 r. eksperymentował z ukształtowaniem siedziska najbardziej – jego zdaniem – sprzyjającego sylwetce człowieka, stworzył model słynnego fotela w naturalnym kolorze drewna. Dopiero w 1923 r., pod wpływem dyskusji z van der Leckiem, Rietveld zdecydował się pomalować ramy konstrukcyjne tego mebla na czarno, oparcie na czerwono (symbolicznie nawiązując do wertykalnej „energii aktywnej”, łączonej przez neoplastycystów z „pierwiastkiem męskim”), a podłoże siedziska na niebiesko (co miało się odnosić do pasywności „pierwiastka żeńskiego” w przyrodzie). Pomalowane na kontrastujące z czernią „Mondrianowskie” barwy dzieło stolarskie Rietvelda zrobiło prawdziwą furorę. Jego model stanął w słynnym Domu Rietveld-Schröder w Utrechcie, na tle czarnej podłogi. Rama zlewała się optycznie z gruntem sprawiając, że siedzisko, oparcie oraz pomalowane na żółto końcówki podłokietników wydawały się dryfować w przestrzeni, przyczyniając się do wrażenia lekkości tego obiektu, który optycznie niemal całkowicie „utracił masę”. W ten sposób Rietveld osiągnął zamierzony cel. (…)

Pracujący w ojcowskim warsztacie od 11 roku życia Gerrit nie chciał kontynuować rodzinnej tradycji. Bliskie były mu ideały młodych artystów i architektów, którzy opowiadali się za awangardowymi pomysłami identyfikowanymi już wówczas jako zapowiedź modernizmu. Fotel Rietvelda nawet po 100 latach od jego powstania odznacza się cechami kojarzonymi z nowoczesnością. Jego niepodważalne walory artystyczne sprawiły, że rodzinne miasto projektanta – Utrecht – uczciło jubileusz grupy De Stijl wystawieniem przeskalowanego do gigantycznych rozmiarów modelu tej ikony designu, w samym centrum zwiedzanej przez turystów starówki. Czerwono-niebiesko-czarno-żółty gigant miał zachęcić przybyłych do odwiedzenia miejscowego muzeum (szczycącego się największym zbiorem dzieł Rietvelda), a przede wszystkim do wizyty w Domu Rietveld-Schröder znajdującym się przy Prins Hendriklaan. Reklama zadziałała na tyle skutecznie, że bez dokonania rezerwacji na kilka dni przed przybyciem do Utrechtu goście udający się pod drzwi niewielkiej willi wzniesionej przez Rietvelda odprawiani byli z niczym, zadowalając się jedynie obejrzeniem bryły zewnętrznej tego architektonicznego majstersztyku. (…)

 

 

Nowe podejście do przestrzeni: wnętrze versus zewnętrze.

We wszystkich projektach Rietvelda, poczynając od krzeseł i kończąc na architekturze, czytelne jest nowe podejście do pojmowania przestrzennych relacji między wnętrzem i zewnętrzem. Konstrukcyjne ramy jego obiektów składają się z kontrastowych układów linii pionowych i poziomych, a zestawiane pod kątem prostym elementy zazwyczaj  wykraczają długością poza wymiar konieczny z punktu widzenia funkcji (np. wystające poza bezpośrednio związaną z nimi część pręty krzeseł, wertykalne lub horyzontalne elementy balkonów lub okien itp. sterczą na zewnątrz, wskazując potencjalne kierunki przestrzenne). Ta maniera czyni jego obiekty lekkimi, jakby „wiszącymi” w przestrzeni otwartej w ujmujących jej fragment prostopadłościanach i boksach. Ta przestrzeń nie jest uwięziona w bryle, lecz jest „wyznaczana” liniowo jako otoczenie rozciągające się we wszystkich kierunkach. (…)

Niemałą rolę w kształtowaniu indywidualnego stylu odegrał jego bliski przyjaciel Robert van’t Hoff, architekt i projektant mebli. Dzięki niemu utrechcki designer poznał twórczość Franka Lloyda Wrighta, by następnie zapożyczyć od amerykańskiego mistrza umiejętność akcentowania i kontrastowego eksponowania kierunków poziomych i pionowych. Unikatowość warsztatu Rietvelda polega na tym, że pomimo czerpania z wielu źródeł inspiracji zdołał sformułować charakterystyczny dla siebie styl, który wprawdzie wpisuje się w program neoplastycystów, jednak ma także cechy indywidualne, rozpoznawalne jako elementy dystynktywne składające się na jego osobistą manierę twórczą.

 

Cały artykuł w numerze 44 ARCH.

 

 

gerrit rietveld

ARCH #47
MAJ/CZERWIEC 2018
facebook