AUTOR ARTYKUŁU
ANNA CYMER
MUZEUM XXI WIEKU
2 stycznia 2018 | wyślij link
MUZEUM XXI WIEKU

 

Naszpikowana multimediami, błyskająca, hałasująca, angażująca wszystkie zmysły ekspozycja, ukryta w widowiskowym, oderwanym od kontekstu, ale bardzo efektownym gmachu – czy takie już zawsze będzie współczesne muzeum? Rzeczywiście wiele zmieniło się w muzealnictwie w ostatnich latach. Jak te zmiany wpłynęły na polskie muzea?

 

 

11 listopada 2017 roku w jednym ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich – Abu Zabi – swoje podwoje otworzy filia najsłynniejszego muzeum świata, paryskiego Luwru. To wydarzenie bez precedensu, aby ceniona placówka muzealna udostępniała swoją nazwę i zbiory innemu państwu. Arabscy szejkowie zapłacili za ten przywilej sporo: 525 milionów dolarów za samo prawo do używania przez 30 lat nazwy Luwr, kolejne 750 milionów dolarów za możliwość wypożyczania dzieł oraz doradztwo pracujących w Luwrze ekspertów.

Luwr w Abu Zabi miał być oddany do użytku w 2012 roku. Daty otwarcia muzeum przesuwano wielokrotnie, budowa przedłużała się, ale i tak oczy całego świata były na nią skierowane. Konia z rzędem jednak temu, kto wśród setek informacji prasowych, artykułów, zapowiedzi, dotyczących bliskowschodniego Luwru znalazł jakieś informacje o tym… jakie będą tam prezentowane wystawy. Nawet dziś, gdy znana jest data otwarcia placówki niełatwo doszukać się wiadomości o tym, jakie dzieła zostaną pokazane pierwszym zwiedzającym, które z arcydzieł ze zbiorów Luwru pojadą do Abu Zabi. Mówi się i pisze przede wszystkim o architekturze. Ta rzeczywiście jest wyjątkowa: muzeum w Abu Zabi zaprojektował Jean Nouvel, lokując 23 galerie w 55 połączonych ze sobą pawilonach, poprzecinanych kanałami (muzeum stanęło na wyspie). Główną część gmachu wieńczy potężna ażurowa, aluminiowa kopuła o średnicy 180 metrów. Muzealny kompleks otacza woda, wnętrza wypełnia światło, filtrowane przez zdobną kopułę.
Co jest ważniejsze w przypadku tej wyjątkowo kosztownej inwestycji? Widowiskowa i bardzo droga bryła budynku czy program wystawienniczy muzeum? Czy ów gmach powstał sam dla siebie, czy po to, aby prezentowano w nim dzieła sztuki? Czy współczesne budynki muzealne powinny być traktowane jako osobne eksponaty, przyćmiewające nierzadko to, co powieszono na ścianach w ich wnętrzu?

 

Wydaje się, że dziś wizjonerskie budowle wznosi się na Bliskim Wschodzie i w Chinach, a USA i Europę kryzysy gospodarcze oduczyły takich działań. Mit o „efekcie Bilbao” już chyba przepracowaliśmy – przekonanie, że losy całego miasta może odmienić jeden, bardzo efektowny budynek projektu znanego architekta, nie jest już chyba udziałem wielu (choć warto pamiętać, że skandal wokół konkursu na gmach Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie w 2007 roku zaczął się właśnie od tego rozczarowania – zwycięski projekt Christiana Kereza był zbyt prosty, za mało „ikoniczny”). Jednak – przenosząc tę debatę na nasze, lokalne poletko – po kilkunastu latach boomu w dziedzinie budowy nowych instytucji kultury można pokusić się o kilka refleksji. Czy udało się znaleźć balans pomiędzy atrakcyjną bryłą, a wartościowym wnętrzem? Czy udało się uniknąć pułapki, gdy nazbyt efektowna budowla przyćmiewa muzealną kolekcję?

 

Ostatnie lata w polskiej architekturze – to czas wielkich inwestycji kulturalnych. Dzięki europejskim funduszom, świadomym zarządcom instytucji kulturalnych i samorządowcom udało się w krótkim czasie nadgonić zaległości i zbudować w kraju wiele obiektów, spełniających współczesne wymogi stawiane siedzibom związanych ze sztuką placówek. A jednak, jeśli by je wszystkie spisać, okaże się, że na liście pojawi się bardzo niewiele muzeów i galerii sztuki. Zdecydowanie dominują sale koncertowe, muzea historyczne, są domy kultury, biblioteki, teatry. A co ze sztuką współczesną? Nowych siedzib doczekały się MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu, CSW „Znaki Czasu” w Toruniu, ale czy to nie mało w porównaniu z przynajmniej kilkunastoma filharmoniami i salami koncertowymi? Muzeum Sztuki w Łodzi nadal gnieździłoby się w ciasnej kamienicy, gdyby nie prywatny inwestor – a ulokowanie cenionego muzeum na terenie kompleksu handlowo-rozrywkowego Manufaktura wzbudzało swego czasu wiele kontrowersji. Muzeum Współczesne we Wrocławiu, mimo że konkurs na nowy gmach rozstrzygnięto w 2008 roku (w 2009 wydano nawet pozwolenie na budowę) nadal mieści się w zupełnie nie nadającym się do prezentowania sztuki najnowszej niemieckim schronie. Dzieje siedziby Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie – to też trwająca od ponad dekady epopeja, której szczęśliwego końca nie widać. Choć polskie miasta aspirują do miana światowych metropolii, w wielu z nich sztukę współczesną można zobaczyć tylko w niewielkich, często prywatnych galeriach. Z nieznanych bliżej powodów sztuka najnowsza nie cieszy się dużym poważaniem, jej nowoczesne prezentowanie nie znajduje się także w orbicie zainteresowań urzędników. A szkoda, bo o ile dawne malarstwo czy archiwalne dokumenty wypada pokazywać widzom w szacownych, tradycyjnie ukształtowanych wnętrzach, akurat na potrzeby sztuki nowoczesnej można tworzyć przestrzenie o wiele bardziej formalnie odważne (w Radomiu czy Krakowie, mimo że muzea powstały dzięki przebudowie istniejących obiektów, udało się nadać im indywidualny wygląd). A przecież istnieje wielka przestrzeń pomiędzy gmachem o zachowawczej bryle, a oderwanym od rzeczywistości „blobem”. I polscy architekci umieją ją zagospodarować, co już wielokrotnie udowodnili. Zbyt rzadko mogą jednak tworzyć projekty obiektów dla sztuki najnowszej, znacznie częściej opracowują siedziby muzeów historycznych. (…)

 

 

Cały artykuł w # 44 ARCH.

 

Muzeum Polin

 

ARCH #48
LIPIEC/SIERPIEŃ 2018
facebook