AUTOR ARTYKUŁU
ANNA CYMER
MUZEUM I PLAC. CENTRUM DIALOGU PRZEŁOMY
19 listopada 2016 | wyślij link
MUZEUM I PLAC. CENTRUM DIALOGU PRZEŁOMY

 

Uroczyście otwarte 25 stycznia 2016 roku szczecińskie Centrum Dialogu Przełomy można analizować na wiele sposobów – ta pozornie prosta i skromna realizacja pobudza debaty polityczne, społeczne, artystyczne i urbanistyczne. (…)

Ogłoszony w czerwcu 2009 roku konkurs architektoniczny na projekt siedziby CDP stał się oficjalnym początkiem tworzenia się nowej instytucji; akt erekcyjny Centrum Dialogu Przełomy w sierpniu 2013 roku podpisali: działacz opozycyjny Andrzej Milczanowski, Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz oraz Lech Karwowski, Dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie.

CDP powstało jako oddział szczecińskiego Muzeum Narodowego. Działalność placówki ma koncentrować się wokół dwóch podstawowych zagadnień. Pierwszym jest prezentacja stałej ekspozycji, której celem – jak zapisano w statucie – „jest pokazanie przełomowych momentów historii miasta oraz ziem zachodnich od 1939 r. (okres niemiecki), przez rok 1945 (przejęcie władzy przez stronę polską), po rok 1989, na tle wydarzeń ogólnopolskich i europejskich. Obok zagadnień politycznych pokazany będzie proces tworzenia się po 1945 r. nowego, polskiego społeczeństwa, życia codziennego oraz wydarzeń przełomowych – budujących drogę do wolności”.

Drugim polem działalności Centrum Dialogu Przełomy jest edukacja, którą pomysłodawcy instytucji rozumieją jako „przywracanie pamięci, pomoc w budowie tożsamości regionalnej, propagowanie idei wolności i solidarności, budowanie sprzeciwu wobec totalitaryzmów i nacjonalizmów”.

Pod budowę siedziby Centrum Dialogu Przełomy wyznaczono działkę tyleż prestiżową, co trudną do zagospodarowania. Nowe muzeum miało stanąć na Placu Solidarności, w samym centrum miasta, obok Zamku Książąt Pomorskich, w sąsiedztwie neogotyckich poniemieckich gmachów użyteczności publicznej, ceglanego kościoła pw. św. Apostołów Piotra i Pawła czy XVIII-wiecznej, barokowej Bramy Królewskiej. Co ważne, gdy w 2009 roku rozstrzygano konkurs architektoniczny na projekt „Obiektu Komunikacji Historycznej Centrum Dialogu ‘Przełomy’ Muzeum Narodowego w Szczecinie” (jak zostało to miejsce nazwane w Regulaminie) znana była już wizja gmachu Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza. Już wkrótce miała ona uzupełnić jedną z pierzei placu i już wtedy okrzyknięta była mianem nowej, wyrazistej ikony miasta.

Zróżnicowane pod względem stylistycznym otoczenie – to jednak nie koniec wyzwań, jakie narzucała lokalizacja. Szczeciński Plac Solidarności – to miejsce ważne także z symbolicznego punktu widzenia. To tutaj w czasie wydarzeń Grudnia ’70 milicja otworzyła ogień do strajkujących robotników – szesnastu z nich zginęło, prawie stu zostało rannych. Przestrzeń ta zaczęła więc pełnić także rolę swoistego miejsca pamięci, czego potwierdzeniem było ustawienie tu w 2005 roku Pomnika Ofiar Grudnia ’70, nazywanego „Aniołem Wolności” (pomnik zaprojektował Czesław Dźwigaj).

 

W ten niełatwy kontekst, swoje pomysły na budynek muzeum – spróbowało wpisać 55 zespołów projektowych – tyle prac oceniało konkursowe jury, obradujące pod przewodnictwem prof. Konrada Kucza-Kuczyńskiego. „Na tle innych konkursów, które toczą się w Polsce, poziom był wysoki” – mówił „Gazecie Wyborczej” podczas ogłoszenia wyników konkursu szef jury – „Mieliśmy szerokie spektrum myślenia twórców o tym samym temacie: od tradycyjnej architektury muzealno-pawilonowej, po bardzo rzeźbiarskie rozwiązania. Szukaliśmy projektu, który oprócz oczywistych użytkowych kryteriów, spełni też cechy miejsca pamięci, bo to miejsce było świadkiem ważnych wydarzeń w historii Polski”. Wybrana przez sąd konkursowy – odznaczona pierwszą nagrodą praca Roberta Koniecznego i jego zespołu KWK Promes – nie była jedyną, w której przestrzeń ekspozycyjna ukryta został pod ziemią, jurorzy uznali ją jednak za najlepszą: „Decyzja jury była jednomyślna. To praca bardzo ‘czysta’, która gra wyłącznie ukształtowaniem placu” – mówił wówczas Dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie, Lech Karwowski.

Warto pamiętać, że wygrywając konkurs na projekt CDP Robert Konieczny nie miał jeszcze na koncie żadnej realizacji gmachu publicznego, był za to znanym (także na świecie) autorem domów jednorodzinnych. Wybranie go do realizacji tego prestiżowego przedsięwzięcia było pewnego rodzaju gestem odwagi – i dla jury konkursu i dla samego architekta (szczególnie biorąc pod uwagę nieprzewidywalność działań instytucji publicznych, zmiany w sposobach finansowania, problemy z przetargami, biurokrację i mnóstwo innych zagadnień, nie pojawiających się zwykle w przypadku realizacji dla inwestorów prywatnych).

Gdy rozstrzygano konkurs, wizja ukrycia przestrzeni wystawowych pod lekko unoszącą się posadzką Placu Solidarności budziła emocje: pomysł spotkał się z głównie ciepłym przyjęciem, jednak swój sprzeciw zgłosili przedstawiciele Stowarzyszenia Grudzień ’70-Styczeń ’71, nie zgadzający się na jakąkolwiek realizację architektoniczną – w symbolicznym dla nich miejscu pamięci.

Z nieco innego powodu – za chybiony pomysł – budowę CDP uważał prof. Adam Maria Szymski, architekt i postać bardzo zasłużona dla rozwoju Szczecina, wykładowca na Wydziale Budownictwa i Architektury Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. Prof. Szymski był zwolennikiem odtworzenia lub choćby nawiązania do skali i gabarytów przedwojennej, gęstej zabudowy placu.

 

06_05

Dziś, blisko siedem lat od konkursu, gdy Centrum Dialogu Przełomy zostało oddane do użytku – można już bez emocji poddać analizie zarówno nadaną mu formę architektoniczną, jak i eksponowaną tu wystawę stałą.

Już na pierwszy rzut oka widać, że pomysł ukrycia muzealnej kubatury pod ziemią był doskonały – dzięki temu zachowany został urbanistyczny układ przestrzeni, nadany temu miejscu przez powojennych projektantów odbudowy miasta (którzy zdecydowali się nie odtwarzać gęstej zabudowy tej okolicy, a utworzyć tu miejski plac), wyeksponowane zostały istniejące obiekty, a przede wszystkim oddana do użytku w 2014 roku ikoniczna Filharmonia.

Trudno sobie wyobrazić tu nowy gmach, konkurujący ze strzelistą, śnieżnobiałą sylwetką budowli projektu duetu Barozzi/Veiga.

Fakt nieodbudowania po II wojnie światowej gęstej śródmiejskiej zabudowy Szczecina niektórzy oceniają dziś negatywnie, jednak w powojennej rzeczywistości odtwarzanie niemieckich kamienic budziło nienajlepsze skojarzenia. Zniszczone w znacznym stopniu miasto podnoszono z gruzów przez lata – stąd widoczne zróżnicowanie zabudowy centrum, w którym sąsiadują ze sobą wzniesione w historyzujących stylach gmachy oraz bloki. W tę wielowątkową strukturę trudno wstawia się nowe obiekty – także i z tego powodu należy docenić powściągliwość formy Centrum Dialogu Przełomy.

„W naszym rozumieniu plac tak bardzo wpisał się w tożsamość Szczecina, że nie powinien być zabudowany. Z drugiej jednak strony chcieliśmy zasklepić w końcu ranę zadaną przedwojennemu układowi urbanistycznemu. Tak narodził się pomysł hybrydy – połączenia placu z kwartałem. Tam, gdzie potrzebna była przestrzeń (szczególnie w miejscach koncentracji ludzi przed wejściami do nowej filharmonii oraz kościoła) zastosowaliśmy posadzkę na poziomie chodnika. Pozostałe dwa narożniki wypiętrzyliśmy, by tworzyły namiastkę pierzei i oddawały w ten sposób zarys dawnego kwartału” – tłumaczy swoją koncepcję Robert Konieczny.

Jak zapewnia architekt, projekt przestrzeni muzealnej oraz aranżacja placu stanowią integralną całość. Centrum Dialogu Przełomy jest więc nietypowym budynkiem: w tradycyjnym rozumieniu de facto nie istnieje (bo ukryty jest pod ziemią), ale zarazem za pomocą unoszących się naroży placu stanowi wspomnienie dawnej zabudowy tej działki. I choć powstał, by pomieścić muzeum, stał się zarazem przestrzenią publiczną, niezobowiązującym, otwartym terenem, pobudzającym do różnych miejskich aktywności. Wypiętrzające się dwa narożniki placu pełnią też ważne funkcje: południowo-zachodni osłania plac od hałasu ruchliwego skrzyżowania Trasy Zamkowej, w północno-wschodnim zlokalizowano pawilon wejściowy.

Jego przeszklone elewacje osłonięto ruchomymi płytami z betonu – można je zamknąć, zamieniając narożnik budynku w szary monolit, można otworzyć – wówczas da się zajrzeć do wnętrza gmachu z poziomu chodnika.

Zarówno posadzka placu, jak i wyrastające ponad ziemią elewacje CDP pokryto betonowymi płytami, które dzięki domieszce celulozy zatraciły charakterystyczny dla betonu brutalistyczny wyraz – wydają się bardziej miękkie i ciepłe, lepiej pasujące do ruchliwego centrum miasta.

Jak wspomina Robert Konieczny nie wszystko udało się w budynku zrealizować dokładnie według jego wizji: np. pierwotnie plac pokrywać miały płyty z granitu – te jednak okazały się zbyt drogie, Ustawa o Zamówieniach Publicznych, wymuszająca wybór najtańszej zgłaszanej przez wykonawców oferty – także wymusiła pewne kompromisy, dotyczące m.in. technicznych rozwiązań wewnątrz budynku. Zmaganie się z nie zawsze racjonalnymi obostrzeniami jest jednak codzienną praktyką architektów, realizujących inwestycje publiczne (Robert Konieczny podaje przykład izolacji wodochronnej, szczególnie istotnej w obiekcie znajdującym się pod ziemią – tu wybór najtańszej oferty przysporzył technicznych problemów).

Jednak to nie kwestie budowlane okazały się najbardziej angażującym opinię publiczną problemem. Stał się nim sam plac, pod którym ukryto muzeum. Zmiana wyglądu tej przestrzeni stała się inspiracją do nowych aktywności mieszkańców Szczecina: pochyły teren błyskawicznie przyciągnął miłośników jazdy na rowerach i deskorolkach. Wywołało to jednak trudny do zażegnania spór.

Dla jednych – plac powinien pozostać miejscem pamięci, traktowanym ze swoistą dla takich przestrzeni powagą – dla innych (w tym również samego Roberta Koniecznego), to może nie do końca planowane ożywienie placu stało się potwierdzeniem atrakcyjności tego miejsca i dowodem na to, jak bardzo w miastach potrzebne są wielofunkcyjne przestrzenie, aktywizujące różne grupy mieszkańców do spontanicznych zachowań.

„Plac Solidarności jest miejscem pamięci, ale nie jest cmentarzem” – mówi Robert Konieczny, a wtórują mu zwolennicy ożywiania miejskich przestrzeni, oddawania ich w użytkowanie ludziom.

„Tutaj ginęli ludzie, to powinien być święty plac” – ripostują przedstawiciele m.in. NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego.

Wkrótce po otwarciu CDP dyrekcja Muzeum Narodowego ustanowiła regulamin placu, zabraniający jeżdżenia po nim na rowerach i deskorolkach, swoje działalnie tłumacząc przede wszystkim troską o bezpieczeństwo i komfort wszystkich użytkowników tej przestrzeni. Ale życie toczy się niezależnie od regulaminów: gdy zimą spadł w Szczecinie śnieg „górka” na Placu Solidarności była jednym z najbardziej ożywionych miejsc w mieście, przyciągającym saneczkarzy w każdym wieku.

Radosne, spontaniczne korzystanie z przestrzeni publicznej w centrum 400-tysięcznego miasta powinno cieszyć.

Czy zaś stoi to w sprzeczności z szacunkiem dla rozegranych tu pół wieku temu tragicznych wydarzeń? Rocznicowe uroczystości, związane z upamiętnieniem ofiar Grudnia ’70 odbywały się już na nowym placu i nie straciły nic ze swojej powagi, a wzbudzający wcześniej kontrowersje fakt przesunięcia pomnika „Anioła Wolności” do naroża placu nie odebrał mu rangi ani godności, nie spowodował, że rzeźba stała się mniej widoczna. „Czy strajkujący w grudniu 1970 roku robotnicy nie walczyli właśnie o tę wolność, radość, możliwość dojrzewania młodych pokoleń z dala od zniewolenia przez reżim?” – pyta retorycznie Robert Konieczny.

Spór dotyczący użytkowania Placu Solidarności w Szczecinie jest wyrazistym przykładem licznych konfliktów, toczących się obecnie w wielu miejscach w Polsce, a związanych z tym – kto i w jaki sposób – ma prawo użytkować miejską przestrzeń. Pytania „do kogo należy miasto”, jak je rozwijać i jak ożywiać, jest aktualne w większości polskich aglomeracji. Potrzeba czasu, aby rządzący miastami i ich mieszkańcy wypracowali nowy paradygmat organizacji miejskich przestrzeni. (…)

 

08_05

To pierwsze tego typu muzeum w Polsce, w którym historyczną narrację wzbogacają prace twórców, kojarzonych raczej z galeriami sztuki. Kuratorem części artystycznej CDP był Piotr Wysocki, który zaprosił do współpracy grono współczesnych, reprezentujących różne nurty i posługujących się rozmaitymi mediami twórców, m.in. Roberta Kuśmirowskiego, Huberta Czerepoka, Grzegorza Hańderka, Michała Liberę, Kobasa Laksę. Ponadto – stworzone na potrzeby ekspozycji nowe prace – kurator zestawił z dziełami sztuki, powstałymi w czasach, o których opowiada ekspozycja – są tu dzieła Xawerego Dunikowskiego, Henryka Stażewskiego, Teresy Murak, Edwarda Dwurnika.

Głównym elementem wystawy pozostaje historia – przedstawienie faktów, związanych z najważniejszymi politycznymi, społecznymi, ekonomicznymi „przełomami” w historii Szczecina drugiej połowy XX wieku, prezentacja dokumentów, archiwaliów, postaci ważnych uczestników tamtych wydarzeń. Jednak wprowadzenie do tej narracji bardzo zróżnicowanych dzieł sztuki, od realistycznych po abstrakcyjne, inspiruje do nowych przemyśleń, skojarzeń, refleksji. (…)

 

Przez wiele dekad, Szczecin pozostawał poza rynkiem ważnych architektonicznych inwestycji – położony na uboczu bywał zapomniany, nie mógł poszczycić się nowymi, szeroko komentowanymi czy opisywanymi obiektami. W ciągu zaledwie dwóch lat sytuacja zmieniła się diametralnie – dzięki obsypanemu nagrodami (z tą najcenniejszą, Mies van der Rohe Award) gmachowi Filharmonii – na Szczecin zwróciły się oczy całej Europy.

Niedługo później dołączyła do niego niezwykła siedziba Centrum Dialogu Przełomy. To budowla nietypowa, ale doskonale osadzona w zastanym kontekście, o głęboko przemyślanej formie, stanowiąca godną obudowę dla muzealnej ekspozycji.

A dyskusje, które wzbudza są dodatkową wartością. Bo tylko odważne, niestandardowe, kontrowersyjne obiekty – nawet jeśli krytykowane – pozwalają przełamywać stereotypy, wychodzić poza przyzwyczajenia, a więc poszerzać nasze rozumienie architektury i stymulować jej rozwój.

Zdjęcia © Juliusz Sokołowski

 

Cały artykuł w #35 maj/czerwiec 2016

 

ARCH #43
WRZESIEŃ/PAŹDZIERNIK 2017
facebook