AUTOR ARTYKUŁU
ŁUKASZ WOJCIECHOWSKI
(NIE)POKOJE CZĘŚĆ XIII: ŚMIECH PRZEZ ŁZY
27 sierpnia 2014 | wyślij link
(NIE)POKOJE  CZĘŚĆ XIII: ŚMIECH PRZEZ ŁZY

Koń na nadprożu

 

Żart w architekturze to ryzykowny czynnik. Budynek stoi co najmniej kilkadziesiąt lat, a dobry dowcip śmieszy najwyżej kilka razy. Przekonali się o tym postmoderniści opowiadający bajki o historii, tożsamości i indywidualności, które dość szybko się znudziły, stały się wręcz żałosne i pretensjonalne. Z jednej strony więc z architektury śmiejemy się zwykle wbrew założeniom projektantów, ale starania stworzenia zabawnych budynków, teorii bądź projektów teoretycznych są i były obecne w historii architektury, aby wspomnieć choćby szesnastowiecznych manierystów zmęczonych dyktatem idealizujących koncepcji renesansowych. Przykładem ówczesnej zabawnej architektury jest Pallazzo Te  w Mantui projektu Giulio Romano z 1525 roku. Trzony części kolumn zrealizowano jakby z nieobrobionego kamienia, w Sali Koni jedno ze zwierząt o naturalnych rozmiarach stoi na nadprożu drzwi, otwory okienne są fałszywe, tryglify zdają się zapadać, zworniki w łukach są poprzesuwane, itp.

 

Crown Hall tonie

 

Podobny mechanizm do manieryzmu zadziałał w latach 70. XX w., kiedy to architekci  byli zmęczeni dyktatem wartości modernistycznych, w powszechnym rozumieniu odrzucających indywidualizm, sztukę czy odniesienia historyczne – choć to tylko częściowo słuszna interpretacja moderny, o czym pisałem wcześniej. W każdym razie – nie tylko środowisko architektów miało dość demiurgów, powagi, sztywności zasad i nieustannej pogoni za postępem. W Stanach Zjednoczonych przyczynił się do tego kryzys paliwowy, kontestacja amerykańskiego stylu życia opartego na konsumpcji, rewolucja obyczajowa, niezadowolenie z przeciągającej się wojny w Wietnamie i rozpowszechnienie medytacji i narkotyków. Efektem sprzeciwu wobec uważanej za zdehumanizowanąarchitektury autostrad, banków międzynarodowych, towarzystw ubezpieczeniowych i centrów handlu, były ruchy partycypacyjne (Lucien Kroll), odrzucenie trwałej architektury na rzecz działań tymczasowych (Ant Farm), a także wyśmianie ambicji modernistycznej. W tym najmocniejsi byli Peter Blake, Robert Venturi czy Stanley Tigerman. Modernistyczną powagę zastąpili oni kpinami i żartami. Blake napisał złośliwą, ale przy tym zabawną, książkę Form Follows Fiasco. Why Modern Architecture Hasn’t Worked (Forma wynika z fiaska. Dlaczego modernistyczna architektura nie zadziałała? , gdzie wyśmiewa wygórowane ambicje modernistów (gładkie materiały), czy marzenia o czystości przestrzeni zaczerpnięte z tradycyjnej architektury japońskiej (patriarchat). Tigerman w 1978 roku wykonał grafikę pt. Titanic, przedstawiającą tonący w  morzu budynek Ludwika Miesa van der Rohe (Crown Hall w Illinois), co było jawnym wyśmianiem ideałów mijającej epoki architektonicznej. Autor rozesłał fotomontaż do grupy architektów, oferując w załączonym liście bilet w jedną stronę na przedstawiony statek. Choć na obrazku był tonący obiekt, Tigerman twierdził, że może on być przez niektórych zinterpretowany jako dumnie wynurzający się z głębi… Jako parodię modernistycznego wolnego bloku można odczytywać kolaże Hansa Holleina. W serii obrazów z wykonanych w latach 60. zmarły w kwietniu 2014 roku architekt przedstawiał przeskalowane obiekty takie jak wagon towarowy, lotniskowiec czy świeca zapłonowa, umieszczone w krajobrazie zamiast budynków. Poza odniesieniami do modernizmu, które można uznać za dowcipne, kolaże te są – jak napisał Hollein – naładowane znaczeniami, mają wiele warstw, które prowokują skojarzenia. Warto dodać, że idea lotniskowca – może tylko trochę bardziej na poważnie- została   wykorzystana przez Jeana Nouvela w projekcie dla kampusu uniwersyteckiego Jussieu. Francuz uformował płaskie dachy budynków tak, aby przypominały geometrię płyt lotniskowców, dodatkowo namalowano na nich linie ostrzegawcze, co z jednej strony nadaje projektowi sznytu, z drugiej może być interpretowane jako żart nawiązujący do bogatej historii cytatów marynistycznych w architekturze.

O czym marzą tuje?

 

Robert Venturi posługiwał się dowcipnymi zabiegami odcinając się od modernistycznej szczerości: powiększał optycznie małe budynki (Dom nr 9 w New Jersey, gdzie zastosowano szerokie schody wejściowe), bawił się skalą i złudzeniem optycznym (Plac w Waszyngtonie, gdzie Capitol widoczny w perspektywie powtórzony jest w makiecie ustawionej na placu), pozbawiał architekturę wagi na rzecz obrazu i szyldów (sklep Basco w Filadelfii, gdzie litery są większe niż sam budynek), a także próbował komentować zjawiska społeczne (Guild House w Filadelfii, gdzie nie działająca antena na szczycie budynku odnosi się do ulubionej rozrywki mieszkających tam osób starszych). Venturi przeciwstawiał heroizm modernizmu, indywidualizmowi, a wręcz ludzkim słabościom, którym afirmował. Rozumiał rolę architektury jako dekorowanej budy, komunikującej się – na wzór gotyckich katedr – ze społeczeństwem za pomocą zrozumiałych znaków i czytelnych sygnałów. W jednym ze szkiców ilustrujących książkę Learning from Las Vegas, architekt przedstawia skojarzenia, jakie wywołują poszczególne elementy domu. Małe kolumny przy drzwiach wejściowych to reminiscencja antycznych świątyń, tuje to francuski ogród, zdobiona furtka to wystawna brama do rezydencji pałacowej, itd. Choć jest to rysunek satyryczny, Venturi podejmuje w swojej architekturze tę grę w skojarzenia, komunikaty, kalambury.  Venturi przyjmował te zjawiska społeczne za dobrą monetę, ale architekci posuwali się również do ostrej krytyki np. sytuacji w USA. W 1978 na zlecenie Federalnego Programu Rozwoju Projektowania znani projektanci mieli przedstawić koncepcje modelowych przestrzeni wypoczynku z uwzględnieniem wytycznych GSA (General Services Administration) – organizacji zajmującej się zaopatrzeniem biur rządowych. Stanley Tigerman odpowiedział na zadanie przewrotnie, projektując patriotyczne zagródki, z której każda wyposażona została w narodowe atrybuty (flagę USA, zdjęcie Jimmiego Cartera). Nad całością górowało sklepienie pokryte gwiazdami na błękitnym niebie, a ściany pomalowano w falujące biało czerwone pasy. (…)

 

 

Komin w płocie

 

Dziś dowcipnych, błyskotliwych i zaskakujących rozwiązań możemy dopatrzyć się w projektach takich pracowni jak np. MVRDV i NL Architects z Holandii, francuskiej R&Sie(n) czy brytyjskiej FAT Sama Jacoba. Pierwsi zaprojektowali np. „Balansującą stodołę” w Suffolk, w Wielkiej Brytanii – pod wiszącym wspornikowo nad terenem budynkiem -zawieszono dziecięcą huśtawkę. NL są autorami Basketbaru w Utrechcie, gdzie na dachu małej kawiarni znalazło się boisko do kosza, ze świetlikiem wyznaczonym przez koło centralne, a w słupach podtrzymujących siatkę zaprojektowano kominy wentylacyjne. Francois Roche zaproponował dla Bangkoku budynek przyciągający wszechobecny kurz, który nadałby wyjątkowy (lokalny) charakter elewacji. Sam Jacob z biura Fashion, Architecure, Taste (Moda, Architektura, Smak) opublikował np. wycinankę do własnoręcznego sklejenia z płytą nagrobną Miesa van der Rohe (dołączając się do głosów Tigermana czy Holleina) lub stosuje programowo kiczowate elementy architektury, oddzielnie kształtując elewację i rzut. Jacob tym samym ożywia, mogłoby się wydawać, dawno już przebrzmiałą dyskusję o wartościach estetycznych w architekturze, która przyjęła w latach 80. formę Style Wars – o czym pisałem we wcześniejszych odcinkach.

 

W 1987 Aldo van Eyck wygłosił wykład na TU Delft (obecnie dostępny w serwisie You Tube), podczas którego pokazał kilka przykładów „przerażającej” architektury. Slajdy przedstawiające budynki Speera, Gravesa, Venturiego, pokolorował i udekorował własnoręcznie, aby – jak się wyraził – wykład nie był zbyt przytłaczający. Niestety więcej jest powodów do śmiechu z architektów, niż razem z nimi…

 

FOTO: ŁUKASZ WOJCIECHOWSKI

 

Cały artykuł w #24 ARCH, dostępnym w archiwum wydań.

Palazzo Te

ARCH #51
STYCZEŃ/LUTY 2019
facebook