AUTOR ARTYKUŁU
INKA LORANC
ETIUDA O PARYŻU
13 czerwca 2014 | wyślij link
ETIUDA O PARYŻU

Są takie miasta, które nie sposób „ogarnąć” i „pojąć” w ciągu kilku dni pobytu. Miasta, których uczyć się trzeba stopniowo, poznając je po fragmencie, wyczuwając genius loci. Studiować patrząc, wdychając, nasłuchując i smakując. Taki jest Paryż. Jak etiuda. To miasto, które się ćwiczy. Można w dzikim pędzie przemierzyć jego najbardziej obowiązkowe, historyczne punkty. Można listę budynków skrócić do jeszcze bardziej obowiązkowych i dodać do nich nie mniej obowiązkowy Wersal. Można wejść do Luwru na cały dzień, bądź spędzić go w Centrum Pompidou (jeśli się woli 50 000 dzieł sztuki nowoczesnej), jeździć od jednej do drugiej realizacji Le Corbusiera albo obiegać wieżowce La Defense. Wreszcie – oczywiście – można włóczyć się bez celu po malowniczych uliczkach, gapić na wystawy grandes boutiques i przesiadywać bez końca na kawiarnianych krzesłach.

Podobno żeby zostać Paryżaninem nie trzeba się w tym mieście urodzić, ale należy tu przeżyć swoistą inicjację – „narodzić się na nowo”. To miasto magiczne, miasto które wsysa przyjezdnego w swoje trzewia, wyrabia jak ciasto, jak ciasto dzieli na warstwy i wałkuje (w końcu to ciasto francuskie), a zanim się obejrzy wrzuca go w wir życia kawiarnianego, spacerów nad Sekwaną, biegania po metrze, kolejek na ulicznych targach i kanapek z winem na trawie przed Luwrem. Jednym słowem w dwudziestu dzielnicach, biegnących ślimakiem intra muros gra w paryską wyliczankę – comptine parisienne.

 

I, II, III, IV… Można się zarzekać, że do Paryża przyjechało się oglądać tylko i wyłącznie architekturę nowoczesną, ale założenie to staje się absurdalne w obliczu uroku historycznego centrum. Wystarczy wejść w wąskie uliczki Marais, na oświetlony zachodzącym słońcem dziedziniec Luwru, ożywiony plac przed Hotelem de Ville (który od roku 2006 na początku lata – na miesiąc przeobrażany jest w „efemeryczny ogród”), czy któryś z mostów nad Sekwaną, żeby ten bezsensowny pomysł kompletnie wywietrzał z głowy. Trzeba usiąść na trawie ogrodów Tuleries, posłuchać ulicznego muzyka na Ile de la Cité, pogapić się na koronki i maszkarony Notre Dame i (koniecznie we dwoje) zapiąć kłódkę na balustradzie historycznego Pont des Arts lub współczesnego Passerelle Solférino (proj. Marc Mimram, 1999). Respirer Paris, cela conserve l’âme.

W tej „rywalizacji” historycznego Paryża ze współczesnym „stare” z „nowym” koegzystują w doskonałej harmonii: geometryczny plac na dziedzińcu Palais Royal (proj. Daniel Buren, 1986), zielona ściana domu towarowego BHV, otulone metalową „koronką” Ministerstwo Kultury (proj. Francis Soler, 2004) i faliście zadaszona galeria sztuki islamskiej na dziedzińcu Luwru (proj. Mario Bellini, Rody Ricciotti, 2005-12) ze szklano-metalową konstrukcją, unoszącą się nad dziedzińcem niczym latający dywan (…). Nie wspominając już o piramidzie w Luwrze I.M. Pei (1989), która – pierwotnie krytykowana – dzisiaj stanowi popularny plener fotograficzny i filmowy, przynosząc miastu i twórcy znaczne dochody. (…)

Wreszcie Centrum Pompidou (proj. Richard Rogers, Renzo Piano, 1977) budynek „obrócony na lewą stronę”, prezentujący swoje „trzewia” około 25 tysiącom widzów dziennie. Obiekt wyróżnia się z otoczenia skalą i formą, która jednak bezbłędnie zdaje egzamin jako uniwersalne wnętrze, z założenia nie mające być świątynią sztuki, ale realizacją technologicznej retoryki Archigramu. (…)

 

V, VI, VII, … Przeprawa Petit PontRive Droite na Rive Gauche Sekwany niegdyś oznaczała wkroczenie do świata pisarzy i studentów biednych jak myszy kościelne (w końcu to Quartier Latin), a dzisiaj do (nie mniej malowniczej jednak) scenerii lokalnego snobizmu, gigantycznych cen mieszkań, trendsetterów, awangardowych wydawców i domorosłych poetów. To dzielnice legendarnej Café de Flore, wahadła Foucaulta i grobowców pod kopułą Panteonu (m.in. Marii Skłodowskiej-Curie), ogrodów Luksemburskich i impresjonistów w budynku dawnego dworca (Musée d’Orsay, przebudowa wg proj. Gae Aulenti, 1986). (…)

Najbardziej znany obiekt Paryża zlokalizowany jest w dzielnicy VII. To wieża… Gustave Bönickhausena (który na 10 lat przed jej budową zmienił swoje nazwisko na to powszechnie znane). O samej wieży powiedziano i napisano już chyba wszystko… że powstała na wystawę światową w 1889 roku, że około 7000 ton stali miało wtedy wysokość 300m i nie zostało rozebrane tylko po to, aby pełnić funkcję stacji meteorologicznej i wieży radiowej (potem też telewizyjnej). W 2008 roku wieża zyskała malowniczego sąsiada (choć nie bezpośredniego) w postaci  Musée du Quai Branly (proj. Jean Nouvel) o bryle obrysem wpisanej w okoliczną zabudowę, a jednocześnie poprzez bogactwo materiałów i form łamiącej konwencje historycznego miasta. Budynek umieszczono w bujnym ogrodzie, który z jednej strony graniczy z ruchliwym Quai Branly, a z drugiej strony przylega do Rue de l’Université. Bujna zieleń, wysokie trawy i staw w zestawieniu z klasycznymi budynkami po drugiej stronie ulicy i wieżą Eiffla w tle tworzą doskonały zakątek – utopijne zespolenie wielkiego miasta z dziką naturą. To znakomita droga na romantyczny piknik na trawie Pól Marsowych, kiedy to z nastaniem zmroku szary szkielet wieży przeistacza się w świetlistą iglicę. Wystarczy butelka wina i sery… (…)

 

VIII, IX, X, XI… Według badań, czterdzieści procent Francuzów uznaje ulicę za największe źródło otaczającego ich piękna. Wydaje się, że tak było od wieków. Przed ceremonią otwarcia haussmannowskich bulwarów elewacje ich kamienic zakrywano płótnem, aby uroczyście je odkryć i rozpocząć spektakl nowoczesnego życia codziennego i estetycznego.  Tam koncentrowało się paryskie życie społeczne, burżuazyjna kultura mieszczańska i wymiana intelektualna. (…)

Obecnie najbardziej znanym i snobistycznym paryskim bulwarem są Pola Elizejskie, zakończone Place de la ConcordePlace d’Etoile z Łukiem Triumfalnym  – gigantycznym rondem w formie dwunastoramiennej gwiazdy, znakomicie prezentującym zasady panujące w paryskim ruchu ulicznym (czyli „kto pierwszy ten lepszy” w ogłuszającym akompaniamencie klaksonów). Z jednorodnego, „hausmannowskiego” otoczenia bulwarów wyróżniają się budynki współczesne, których forma zdaje się balansować gdzieś na granicy pozerstwa i dowcipu: szklane, gięte płyty okalające i przeistaczające w „kluchę”

prostokreślny budynek Publicis z lat siedemdziesiątych XX wieku (proj. Michele Saee, 2004), złożona z trójkątów elewacja salonu Citroêna  (proj. Manuelle Gautrand, 2006) i wreszcie Palace Fouquet’s Barrière (proj. Edouard François, 2006) – odtworzona historyczna, kamienica bogato zdobiona, betonowa i monochromatyczna niczym architektoniczna skamielina ze swobodnie rozmieszczonymi prostokątami współczesnych okien. Magnifique!

 

XII, XIII…  Od początku swojego istnienia Paryż „siedzi okrakiem” na Sekwanie. Z pępkiem na wyspie Cité i łodzią w herbie rozwijał się przez wieki na obu brzegach rzeki. Dzisiaj może się pochwalić 37 mostami (z których najstarszy– paradoksalnie – to Pont Neuf  czyli Nowy Most), a w letnich miesiącach plażą na nadrzecznych bulwarach oraz otwartym basenem na barce. Sekwana jest dalej ważnym elementem tożsamości miasta, o czym świadczy podział miasta na  Rive GaucheRive Droite, stosowany przez Paryżan przy określaniu lokalizacji różnych obiektów. Dzielnice XII i XIII przy wspomnianym basenie Josephine Baker obfitują w nową zabudowę, zarówno tę w trakcie realizacji, jak i nieco starszą (ale również współczesną) i obecną w magazynach architektonicznych, jak: Cinémathèque Française (proj. Frank Gehry, 1994) opisywana przez projektanta jako „tancerka podnosząca spódnicę”, Paris Diderot University Bâtiment Lavoisier (proj. X-TU Architecture, 2008), czy zabudowa mieszkaniowa (proj. Badia-Berger architectes, 2006 oraz Beckmann N’Thépé, 2004). (…)

 

XIV, XV, XVI, XVII… Szesnaście paryskich linii metra, powstających sukcesywnie przez cały wiek XX przewozi rocznie prawie półtora miliarda pasażerów. Jest to obecnie najszybszy sposób transportu na terenie miasta. Podobno pozwala dotrzeć do każdego wybranego miejsca w jego granicach w maksymalnie 45 minut. Jest też samo w sobie godnym zobaczenia obiektem architektonicznym. Oprócz powszechnie znanych secesyjnych wejść Guimarda i nowoczesnego Kiosque des Noctambules, przypominającego nieco zdekonstruowaną dekorację bożonarodzeniową (proj. J.-M. Othoniel, 2000), ma szereg ciekawych peronów, z których niektóre upamiętniają zdarzenia z historii miasta, a inne funkcjonują jako galerie wystaw czasowych. Podróż metrem jest ciekawa. Na stacji Gare de Lyon umieszczono przepiękny ogród zimowy, na peronach Bastille można obejrzeć część fundamentów sławnego więzienia, a stacja Chatelet dostarcza silnych wrażeń węchowych.

W południowej i zachodniej części miasta metrem można dotrzeć pod wieżę centrum handlowego Kenzo Tange (Grand Ecran, 1991), szklany ekran fundacji Cartiera (proj. Jean Nouvel, 1994), żaluzje na rue des Suisses (proj. Herzog & De Meuron, 1996), kolumny Ricardo Bofilla (Les Echelles du Baroque, 1985) i oczywiście do stóp Grande Arche (proj. Johan Otto von Spreckelsen, Paul Andreu, 1989) w La Defense. W centrum dzielnicy biznesowej od pięćdziesięciu lat zabudowywanej  głównie wieżowcami, na przedłużeniu wielkiej osi prowadzącej od Luwru, wysiada się pomiędzy współczesnymi budynkami (proj. m.in. Kisho Kurokawa, Jean Nouvel, Pei, Cobb, Freed & Partners, Christian de Portzamparc, Valode & Pistre, S.O.M.,  André Wogenscky). (…)

 

XVIII, XIX, XX… Paryż to muzyka. Jest wszędzie. Dochodzi z ust Francuzów w śpiewie języka, z wiolonczeli na dziedzińcu Luwru, z gitary pod katedrą Notre-Dame, ze skrzypiec na stacjach metra i z akordeonów w wagonach. Podobno w metrze grają nie tylko ludzie. Czasem do kanałów wlatują ćwierkające wróble, a w liniach 3 i 9 słyszano świerszcze. Gnieżdżą się w kamieniach pomiędzy torami, gdzie żywią się odpadkami. Liga Ochrony Świerszczy w Paryskim Metrze (Ligue de Protection des Grillons du Métro Parisien)[1]  wyróżnia trzy sposoby ich grania w zależności od potrzeb i nastroju, z których dwa związane są z miłością… W końcu jesteśmy w Paryżu. „Jazz is Paris and Paris is Jazz.” (…)

 

Paryż to miasto – „tytan”. Nie gigantyczne, ale pełne historii, anegdot, obiektów sztuki i kultury. Próba opisania go dziesięcioma tysiącami znaków przypomina dążenie do streszczenia mitologii greckiej w dwóch akapitach. Podobnie jest ze „zwiedzaniem” go. Kolejna wyprawa zawsze będzie konieczna, aby oglądnąć wszystko to, do czego nie zdołało się dotrzeć za pierwszym (drugim lub trzecim) razem. Następna, aby zobaczyć wszystkie dzieła Le Corbusiera, a inna żeby dojechać do bofillowskiego Marne-La-Vallée, koolhaasowskiej willi dall’Ava i katedry Mario Botta w Evry…

To miasto jest jak narkotyk. Tu się wraca nie wiedząc czemu. Przecież upał na ulicach i smród w metrze bywa trudny do zniesienia, ulice zasłane są śmieciami bądź mokre od spłukującej je wody z rynsztoka (lub innych, ukradkiem „wylewanych” w rogu płynów, które powinny trafić do vespasiennes, ale te zlikwidowano). Ogłuszający łoskot  silników motocykli w nocy i śmieci wywożonych nad ranem uniemożliwia otwarcie okna, a paryżanie mają opinię bandy nieuprzejmych snobów. Przecież są inne miasta z zabytkami, kawiarniami i ekskluzywnymi sklepami. Również dysponują metrem i galeriami sztuki.

A może naprawdę “on ne vit qu’à Paris, et l’on végète ailleurs”?

 

 

FOTO: INKA LORANC, JAKUB LORANC

 

Cały artykuł w ARCH #23, dostępnym w archiwum wydań



[1] Dalsze informacje o świerszczach, paryskim metrze i LPGMP na stronie ligi [w:] http://antoine.pagesperso-orange.fr/lpgmp/lpgmp.html (data skorzystania: 20.08.2013).

 

12

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook