AUTOR ARTYKUŁU
ŁUKASZ ZAGAŁA
CZY MUZEUM ŚLĄSKIE JEST ŚLĄSKIE
16 kwietnia 2014 | wyślij link
CZY MUZEUM ŚLĄSKIE JEST ŚLĄSKIE

Kiedy architekt pisze o pracy drugiego architekta, zawsze powstaje pytanie o odpowiedni dystans do projektu i uniknięcie rozważań z gatunku: jak ja zaprojektowałbym ten obiekt? Na pewno trudno uniknąć tego typu myślenia, jednak skoro już do tego doszło z pewnością pomocny jest fakt, iż sam nie startowałem w tym konkursie, a więc nie posiadam szczególnego przywiązania do własnej pracy na ten temat, co prawdopodobnie utrudniłoby rzetelną ocenę Muzeum Śląskiego autorstwa znanej międzynarodowej pracowni Riegler – Riewe Architekten.

 

Przejeżdżając Aleją Rozdzieńskiego w Katowicach, niespodziewanie na skarpie pośród budynków pokopalnianych pojawiają się tajemnicze szklane półprzezroczyste kostki. Z pewnością dla niewtajemniczonych są zagadką, zwłaszcza że architektura Muzeum osadzona jest we współczesnej estetyce przemysłowej i całość przypomina bardziej rozbudowę dawnej kopalni o współczesne hangary mieszczące urządzenia przemysłowe. Co za ironia historii – dawniej architektura przemysłowa udawała budynki użyteczności publicznej, z elewacjami ozdabianymi wymyślnymi motywami wątków ceglanych, gzymsów i ryzalitów, a dzisiaj architektura współczesna bezpardonowo operuje przemysłowym detalem nie wstydząc się urządzeń, kanałów i przewodów ulokowanych na dachach półprzezroczystych kostek.

 

Można zadać pytanie czy takie mają być konotacje Muzeum Śląskiego? Gdzie tu Śląsk? Gdzie nawiązania do tego, z czym popularnie region ten się kojarzy?

Moim zdaniem trudniej o lepsze wpisanie się w kontekst zastanych pozostałości poprzemysłowych. Autorzy świadomie operują jedynie szkłem o bardzo ciekawej fakturze, stalą, betonem oraz blachą kortenową, która bardzo szybko patynuje się rdzawym nalotem i współgra ze starą i niejednolitą cegłą obiektów pokopalnianych. Pozornie niedbale rozrzucone elementy przystają do poprzemysłowej zabudowy, u której podstaw leżała technologia i inżynieria, a nie kompozycja urbanistyczna. To właśnie jest Śląsk – region nieobarczony nadmiernym bagażem historii, która krępowałaby jego dążenie do nowoczesności. Fabryki, kopalnie, huty i kominy przez lata były przejawem nowego. I tak przez lata, podobnie po wojnie i w latach siedemdziesiątych. To tu powstawała nowoczesna architektura. Osiedle 1000-lecia, Spodek czy bezkompromisowo bez poszanowania kontekstu – postawiony brutalistyczny dworzec kolejowy w miejscu dawnych kwartałów mieszkaniowych. Rzecz jasna najprostsze skojarzenia u oglądających to: Śląsk – węgiel – kopalnia. Jak dowiedziałem się od autorów, o decyzji umieszczenia większości programu pod ziemią decydowała przede wszystkim chęć pozostawienia oddechu i nie przesłonięcia dawnych budynków kopalni olbrzymią kubaturą muzeum. Poszanowanie kontekstu poprzez utworzenie parku miejskiego, ze swobodnie zlokalizowanymi szklanymi kubaturami zapewniającymi kontakt Muzeum ze światem i budynku administracji obleczonego półprzezroczystą, tajemniczą szklaną skórą – jest zabiegiem kulturalnym i współczesnym.

 

Całość budynku ukryta została pod ziemią, co pomimo braku intencji autorów do tego typu skojarzeń – jest niezwykle mocnym i moim zdaniem trafionym nawiązaniem do historii miejsca. Jakiekolwiek dodatkowe nawiązania formalne osłabiłyby tylko siłę tego przekazu.

Każde muzeum historyczne powinno być w pewnym sensie mostem pomiędzy tym, co prezentuje jako pamiątkę przeszłości, a współczesnością. Współczesność w wydaniu Riegler Riewe jest w mojej ocenie dziełem skończonym. Jest to architektura kulturalna, osadzona w kontekście, nieprzegadana, skromna ale elegancka zarazem. Jestem więcej jak szczęśliwy, że Śląsk zyskał tego typu przestrzeń, której edukacyjny walor jest nie do przecenienia w kraju, w którym z poziomem architektonicznym różnie bywa, a skłonności do wydumanych drogich detali rodem z architektury „high-tech” oraz zbyt wielu nieuzasadnionych pomysłów w obrębie jednego budynku są powszechne.

 

Muzeum jest proste i funkcjonalne. Elewacja zewnętrzna budynku to park z obiektami zastanymi, poddanymi rewitalizacji oraz nowymi elementami utrzymanymi w stylistyce współczesnego przemysłu. Pod ziemią natomiast mamy do czynienia z „maszyną muzealną” jak powiedzieliby moderniści, lub z „architekturą umożliwiającą”, jak mówią sami autorzy. Klarowny podział budynku na przestrzeń ekspozycyjną, edukacyjno-konferencyjną, administracyjną oraz techniczno-magazynową i parking podziemny w postaci ciągu funkcji połączonych ze sobą, z żelazną logiką dopełnia całości dzieła. Co ciekawe w obrębie przestrzeni ekspozycyjnej widzowie prowadzeni są długimi pochylniami, z których mogą podziwiać z oddali eksponaty, zachowując zmienną perspektywę i doświadczając wrażeń typowych bardziej dla spaceru, niż zwiedzania polegającego na przechodzeniu z sali do sali. To drugie oczywiście, jak na prawdziwe muzeum przystało, występuje po przechadzce ponad ekspozycją i dotarciu do właściwego poziomu Muzeum. Czytelna i spokojna architektura wnętrz będąca tłem dla ekspozycji, wraz z umiejętnie ukształtowanymi punktami kulminacji zainteresowania widzów pod zawieszonymi gigantycznymi szklanymi kostkami, dowodzi dużej wrażliwości i profesjonalizmu w projektowaniu przestrzeni muzealnej.

Interesującym elementem budynku jest strefa wejścia, której nie ma. Do budynku można wejść w różny sposób, stąd generalizując park umieszczony nad budynkiem – jest jedną dużą strefą wejścia – zewnętrznym foyer, które pozwala wejść do środka poprzez pawilon wejściowy, budynek administracyjny, czy dawny zrewitalizowany budynek pokopalniany mieszczący restaurację i dodatkową przestrzeń ekspozycyjną. Mamy tu do czynienia z przestrzenią współczesną, której daleko do archetypu budynku – gmachu z majestatycznym portalem głównego wejścia.

 

Podsumowując, Katowice zyskały przestrzeń magiczną i kulturalną. Architektura w najlepszym wydaniu – mało zauważalna dla laików i wspaniała dla profesjonalistów. Nie mogę już doczekać się spaceru po i nad Muzeum z moimi dziećmi, którym będę mógł opowiedzieć coś o dobrej przestrzeni !

 

 

FOTO: WOJCIECH KRYŃSKI

 

 

Cały artykuł w ARCH #22, dostępnym w archiwum wydań.

ARCH #48
LIPIEC/SIERPIEŃ 2018
facebook