AUTOR ARTYKUŁU

TOMASZ MALKOWSKI
MATHILDE PAPAPIETRO: OGRÓDKI DZIAŁKOWE
10 marca 2014 | wyślij link
MATHILDE PAPAPIETRO: OGRÓDKI DZIAŁKOWE

Odnaleźć niezwykłość w powszedniości, zachwycić tym, co banalne, wydobyć na światło rzeczy przemijające i nietrwałe – w zasadzie tak można scharakteryzować twórczość Mathilde Papapietro, Francuzki, która pokochała Polskę – nie pocztówkową i żurnalową, ale najzwyklejszą. Artystka szczególnie upodobała sobie jeden z przejawów naszej pospolitości – ogródki działkowe.

Do Warszawy Papapietro przyjechała z rodzinnej Prowansji po raz pierwszy w 1997 roku. Aby lepiej poznać miasto spacerowała z aparatem fotograficznym, szukając czegoś, co będzie dlań specyficzne. A skoro mówi o sobie, jako o dziewczynie lubiącej babrać się w ziemi (w Prowansji prowadzi dom z ogrodem i kawałkiem pola) – siłą rzeczy ciągnęło ją w stronę parków, Wisły, aż w końcu trafiła na ogródki działkowe, które widziała z okna swojego mieszkania w bloku na 10. piętrze. Czy to była miłość od pierwszego wrażenia? Na pewno trwające do dziś zauroczenie miejscami w środku miasta, które wydawały się Francuzce przeczyć logice, gdzie życie toczy się własnym i niespiesznym rytmem. W pulsującej i będącej w ciągłej gonitwie Warszawie Papapietro odkrywała całe hektary zielonych oaz, które zagospodarowywane były przez działkowiczów samodzielnie, czasem nieudolnie, czasem ekscentrycznie. W swoich zdjęciach dokumentuje wszelkie przejawy, jak zwykliśmy złośliwie mówić w Polsce – „radosnej twórczości”, jednak unika humorystycznego ujmowania tematu w stylu licznych portali czy profili na facebooku, które pokazują „makabryły”, czy inne przejawy „polisz architekczer”. Bo nie o szydzenie tu chodzi, a wręcz przeciwnie. Papapietro, która tworzy również serie grafik bądź instalacji z źdźbeł trawy, liści trzciny czy igieł sosny – ma bowiem zdolność przyglądania się z czułością banalnym przejawom świata – zarówno tego naturalnego, jak i antropogenicznego.

Zdjęcia z serii „Ogródki działkowe” pokazują, jak zwykli ludzie, bez pomocy architektów, projektantów krajobrazu czy wielkich budżetów – tworzą swój mikroświat. Artystka kolekcjonuje na zdjęciach z godnym podziwu uporem i systematycznością już od kilkunastu lat furtki, altany, płoty ogródków działkowych, ale i „obiekty” – krawężniki z plastikowych butelek wkopanych w ziemię, trejaże z prętów zbrojeniowych, czy ozdobne kwietniki z rozciętych opon. Pojedyńcze zdjęcia Papapietro nie mają może większej wartości artystycznej. Sama ich autorka mówi, że nie studiuje kadrów ani kompozycji – ot robi zdjęcie na wprost. Fotografie dopiero w swojej masie, w liczących tysiące sztuk ciągle powiększających się serii – mają moc oddziaływania. Poszczególne elementy z ogródków, choć każdy z nich oryginalny jak linie papilarne jego właściciela, w kontekście większej całości oddają jeszcze dobitniej prawdę o nas jako – jak sami o sobie z lubością mówimy – narodzie indywidualistów. (…) W zdjęciach Papapietro, wykonywanych latami o różnych porach roku, dostrzegamy jeszcze płonność tych nadziei – bo nawet najmocniej zaimpregnowane altany, najgrubiej pomalowane jaskrawą farbą olejną furtki – ulegają w końcu rozpadowi, przeżera je rdza, drewno próchnieje, a kolor płowieje. (…) Ciekawostką socjologiczną na marginesie twórczości Papapietro jest kilka jej obserwacji. Coraz trudniej dostać się na teren ogródków działkowych. Działkowicze ulegają tej samej narodowej manii grodzenia się, zamykania, otaczania drutem kolczastym. Inne przykre spostrzeżenie, jakie artystka wysnuwa po tylu latach wędrówek przez ROD-y (Rodzinne Ogródki Działkowe – przyp. red.), to że ich indywidualizm przegrywa z kolejną naszą przypadłością – chęcią modernizowania wszystkiego. Zamiast więc skleconych własnoręcznie altan – wyrastają domki kupione w Castoramie czy OBI, zamiast płotów ze zespawanych z demobilu grzejników – wstawiane są gotowce wprost z katalogów ogrodniczych. Nasz narodowy indywidualizm znika pod wpływem globalnego konsumpcjonizmu. Same ogródki są w stanie permanentnego zagrożenia – zajmujące nierzadko cenne grunty w miastach są smacznym kąskiem dla deweloperów.

Póki co, zielony raj działkowiczów jeszcze nie jest utracony. Lecz kto wie, być może już wkrótce twórczość Papapietro będzie wspomnieniem ze świata, który jak tyle innych, przepadł pod naporem wszystkożernej nowoczesności.

 

FOTO: MATHILDE PAPAPIETRO

Cały artykuł w #21 ARCH, dostępnym w archiwum wydań.

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook