AUTOR ARTYKUŁU
BEATA MALINOWSKA-PETELENZ
RYSUNEK: SZKIC – RUCH – GEST
30 stycznia 2014 | wyślij link
RYSUNEK: SZKIC – RUCH – GEST

Do tej wypowiedzi zainspirował mnie krótki esej Profesora Konrada Kucza-Kuczyńskiego pt. Szkicowniki, w którym pisze o dzisiejszym „wtórnym analfabetyzmie rysowania” w kontekście „szybkiego zapisu miejsc poznawanych i przeżywanych”. Trudno się nie zgodzić z tą tezą – rysunek odręczny stał się obecnie niewygodnym, kosztownym i uciążliwym sposobem zdobycia indeksu na wydziały architektury. W przeważającej większości, studenci zachłyśnięci możliwościami technik komputerowych uciekają od ołówka, papieru i żmudnych ćwiczeń perspektywicznych. A przecież ciągłe rysowanie, obrysowywanie i przerysowywanie – to znany od wieków sposób na osiągnięcie sprawności warsztatowej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nauka rysowania oparta była na wypróbowanych, ale i żmudnych metodach. Polegały one m.in. poza rysowaniem z natury, z pamięci i z wyobraźni, także na kopiowaniu dzieł mistrzowskich. Minęły dziesiątki lat i dawne metody – szkicowniki i kopie mistrzów – odeszły do lamusa, budząc już tylko pobłażliwy uśmiech na twarzach studentów. Doskonałość w dawnym rozumieniu jest passe: tradycyjne piórko, tusz, papier i ołówek nie są już motorem działania dla młodych artystów, zaś aparat cyfrowy z powodzeniem zastąpił stary, wyświechtany szkicownik.

 

Marcin Brataniec słusznie upatruje źródła tego stanu rzeczy w bezustannym pośpiechu i braku czasu. Niewątpliwie – żeby przełożyć na papier jakiś fragment rzeczywistości, wzruszenie, ulotną myśl, czy chwilowe olśnienie – trzeba się zatrzymać, wyciszyć, pozwolić by bodźce pomału dotarły do mózgu, a następnie zostały przelane na obraz, co wymaga sporego wysiłku i hartu ducha. Rysowanie jest bowiem czynnością niezwykle osobistą, intymną, zdradzającą charakter osoby rysującej, wiąże się również z odrzuceniem wstydu a także ignorowaniem przechodniów zaglądających przez ramię bardziej lub mniej nachalnie. Kreska – swobodna, śmiała, stawiana precyzyjnie i oszczędnie zarazem, z biegłą znajomością perspektywy, z wyczuciem ciężaru materii – oto ideał, do którego rysownik dąży a przecież nie zawsze udaje mu się to osiągnąć. I, choćby rysowanie było impulsywne, pełne przypadkowych drobiazgów, efekt powinien zachować  ład i kompozycyjną elegancję, świeżość, warsztat i polot.

 

Tradycyjny szkic, zapis wrażeń z podróży, jest ważnym i niezbędnym narzędziem potrzebnym do kształtowania wrażliwości – pomaga w ciągłym i wtórnym „przeżywaniu” danego miejsca, utrwala je w pamięci, uczy pokory, dyscypliny i precyzji. Choć szkicowanie jest już dziś niemodne, dla niektórych wciąż może być autentyczną pasją. Wtedy, spontanicznie notując, pozostawiamy swój niezdarny ruch, gest  na papierze – próbując utrwalić nasz dialog ze światem zewnętrznym. I nawet czasem udaje się w nim zachować owe „punctum” – ukłucie o którym pisał Roland Barthes, olśnienie, którego doznajemy obcując z dziełem sztuki, architektury czy krajobrazu. Punctum niosące w sobie wielką intensywność  przeżycia estetycznego, wzruszenia czy fascynacji i próbę jego zapisu na płaszczyźnie.

 

 

Amsterdam1a

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook