AUTOR ARTYKUŁU
MARTA LEŚNIAKOWSKA
EFEKT ODBICIA. BULANDA & MUCHA NA CHMIELNEJ
3 stycznia 2014 | wyślij link
EFEKT ODBICIA. BULANDA & MUCHA NA CHMIELNEJ

Ta fasada od początku, w miarę jak powstawała, elektryzowała dziwną formą rytmicznie wybrzuszonych łupin, które w końcu ujawniły swoją celowość. Biurowo-użytkowy budynek zaprojektowany przez pracownię Bulanda & Mucha stanął w samym centrum miasta, na jednej z najsłynniejszych handlowych ulic Warszawy, wśród jej zróżnicowanej i na ogół nieciekawej zabudowy z XIX-XX wieku. Trójwymiarowa rzeźbiarska fasada pokryta chromoniklem, szybami i czerwonymi okładzinami odblaskowymi pojawiła się w tym krajobrazie jako nowa warstwa kulturowa, prowokująco wychylając się spomiędzy domów i niepokojąco zawieszając kaskadę obłych wykuszy nad głowami przechodniów.

 

Ten przyciągający wzrok ekspresyjny pomysł przywołuje na myśl fotomontaż Le Corbusiera sprzed ponad dziewięćdziesięciu lat, przedstawiający dziób transatlantyku wpływającego pomiędzy kamienice przy Rue de Royale w Paryżu (1921). W realizacji Bulandy i Muchy dostrzegam – świadome lub nie – echo tego stricte modernistycznego, podszytego surrealizmem konceptu: budynek-statek przycumowany na wielkomiejskiej ulicy był fundamentem estetyki architektury nowoczesnej wyprowadzonej, jak chciał Le Corbusier, z „piękności technicznej” transatlantyku. Ta awangardowa idea nigdy nie przestała być atrakcyjna i, ponownie przepracowana dzisiaj, ujawnia tkwiący w niej potencjał, przydatny w powoływaniu nowych sytuacji w ponowoczesnym mieście. (…)

 

Chmielna 25 to architektura hałaśliwa, populistyczna, prowokacyjnie zwracająca na siebie uwagę i przewrotnie historyzująca: kompozycja parteru ze szkła i chromoniklu czytelnie odwołuje się do stylistyki ekskluzywnego funkcjonalizmu lat trzydziestych i ówczesnej wyrafinowanej kultury witryn sklepowych, podczas gdy nadwieszone wyżej lśniąco-czerwone wykusze przepracowują późno modernistyczną estetykę lat sześćdziesiątych, zafascynowanych nowymi technologiami i zmianami kulturowych paradygmatów, których konsekwencją był pop-art i nowe podejście do formy architektonicznej definiowanej jako ekspresyjna rzeźba pojęta w kategoriach języka plastycznego. Barwna migotliwość fasady-rzeźby jakby skonstruowanej z gigantycznych tylnych reflektorów samochodowych lub miejskich sygnalizatorów, do perfekcji wygrywa efekt znany z kultury bilbordów, lightboxów i widoków metropolitalnej ulicy. (…)

 

Bez wątpienia projektant fasady na Chmielnej był świadomy semantycznych aspektów wykreowanej przez siebie formy powołując do życia obiekt, który ma wszystkie cechy showmeńskie. Zaś dla uzyskania pożądanego efektu zaangażowana została strategia reklamy i jej retoryka zgodna z klasycznymi arystotelesowskimi regułami perswazji i przekonania: fasada zwraca na siebie nieustannie uwagę – w dzień, gdy odbija i powiela obrazy przeciwległych fasad, i w nocy, gdy po zmroku przekształca się w  gigantyczny sygnalizator-reflektor oświetlający ulicę światłem spływającym z wnętrza. Kryje się za nią funkcjonalna przestrzeń, której minimalistyczna, technologiczna estetyka miała być, jak chcieli projektanci zmiękczona przez wielki malarski abstrakcyjny pejzaż Leona Tarasewicza; niestety inwestor zrezygnował z realizacji tego panneau, które, biorąc pod uwagę pozycję Tarasewicza w sztuce współczesnej, mogłoby uczynić budynek  na Chmielnej, także i z tego powodu znaczącym.

 

Fasada Bulandy i Muchy analizowana z pozycji gender, jest równocześnie męska: mocna i dominująca, jak kobieca: miękka, prowokująca, uwodzicielska i erotyczna.  To modelowa wprost reprezentacja psychoanalitycznego podłoża każdego procesu twórczego, którego istotą jest, bliska seksualnego pożądania, strategia uwodzenia, mająca na celu oczarowanie widza i w rezultacie doprowadzenie do „posiadania” go.

 

Modernistyczne i późnomodernistyczne powinowactwa fasady na Chmielnej są zresztą czytelne także na innych poziomach. I nie tylko przez ironiczny a dowcipny dialog z inną „kobiecą“ fasadą: budynku na tejże Chmielnej (Chmielna 2, proj. Bohdan Lachert, Julian Puterman, 1947-49) nazwanego potocznie jako „dom pod biustonoszami“ z powodu różowych betonowych spływów. Ważniejsze, że projektanci w swojej fasadzie wyzyskali tę cechę nowoczesnego miasta, jaką jest symultanizm i organizowanie przestrzeni ulicy w kierunku nadania jej walorów równocześnie funkcjonalnych i plastycznych: widok na fasadę wyłaniającą się w perspektywie ulicy ukształtowany został jako abstrakcyjna kompozycja plastyczna. W ten sposób powstał miejski spektakl, którego reżyserem, zgodnie z ontologią modernizmu, jest architekt. Zaś wszystko to jest narzędziem strategii widzialności, jakiego używa się w różnych technikach widzenia projektującego (konstruowania widzenia).  Zastosowana w projekcie fasady na Chmielnej strategia widzialności każe przy tym przywołać teorię filmu (nie tylko przecież dlatego, że budynek stoi w sąsiedztwie kina „Atlantic“, jednego z najstarszych w Warszawie i o przedwojennej jeszcze historii). (…)

 

Fasada na Chmielnej nie pozostawia złudzeń, że jej celem jest działanie “pod prąd” zastanej sytuacji/kontekstowi, od której chce się znacząco odróżniać, ale równocześnie dyskretnie do zastanej sytuacji nawiązywać. Wciśnięta między nudne budynki dynamiczna, migotliwa forma przeciska się między nimi w nieodpartym dążeniu “przyjścia na świat”. Pojawienie się jej jako nowej warstwy kulturowej kreuje intrygującą sytuację kulturowego zderzenia; tego, co określa się jako „porządek szoku percepcyjnego” intencjonalnie wpisanego w techniki awangardowe. (…)

 

Budynek na Chmielnej kontynuuje linię ideową pracowni Bulandy & Muchy, która od początku deklaruje swoje ideowe i per se estetyczne powinowactwa z tradycją Warszawskiej Szkoły Architektury, czyli z modernizmem pierwszej połowy XX wieku. Andrzej Bulanda otwarcie mówi, że jego myślenie o architekturze i jej kontekstach formatowane jest przez filozofię modernizmu, którą adaptuje do dzisiejszych warunków i możliwości technologicznych. Realizowana od początku istnienia pracowni koncepcja tzw. drugiej moderny (neo-modernizmu) jest naturalną konsekwencją tych odwołań, które pozwalają uprawiać dzisiaj współczesny, nowoczesny historyzm. Pod tym względem pracownia Bulanda & Mucha zajmuje w środowisku warszawskim i  ogólnopolskim, jedną z czołowych pozycji. Jej stronę internetową otwiera credo jasno określające postawę pracujących tu architektów: „[…] Czerpiąc z tradycji, odkrywamy przeszłość dla przyszłości. Wypowiadamy się współczesnym językiem, starając się zachować zasadę harmonijnego kontrastu. Projektujemy dla świadomych i wyrobionych klientów. […] odnajdując [w zadaniu architektonicznym] uniwersalne wartości“.

 

Neo-modernizm pracowni Bulandy & Muchy jest oszczędny, redukcyjny, minimalistyczny, fundowany na dyktacie geometrii. Do tej pory był to modernizm męski, unikający fajerwerków formalnych; architektura, jak to formułował swego czasu Andrzej Bulanda, „prosta, funkcjonalna, przyjazna człowiekowi i miejscu – musi się na nią po prostu dobrze patrzeć“. W dodatku idealistycznie nieprzemijalna: Bulanda deklarując się jako wyznawca witruwiańskiej zasady firmitas („budynki nie powinny się starzeć“), pojmuje „dobrą architekturę“ w opozycji do – jak mówi – „tej modnej, która jest produktem poszukiwanym i podziwianym w danym momencie, jednak często jej jakość jest pozorna lub ulotna“. To postawa otwarcie deklarująca konserwatyzm, ale w pozytywnym sensie. Architektura pracowni Bulanda & Mucha była dotąd ewolucyjna i kompromisowa, deklarująca się jako nowy historyzm osadzony w estetyce nowego „stylu międzynarodowego“, a więc globalnego i uniwersalnego, który może funkcjonować gdziekolwiek. (…)

 

Analizując szczegółowo osiągnięcia pracowni Bulandy & Muchy zwracałam swego czasu uwagę, że w odniesieniu do tej twórczości wszystko jeszcze może się zdażyć – skoro – jak mówi Andrzej Bulanda, najlepsza architektura to ta niezrealizowana, która jest jeszcze przed nami. Fasada na Chmielnej wytworzyła znaczące zdarzenie architektoniczne i kulturowe w dzisiejszej Warszawie. Uczyniła to za pomocą sprawdzonej w historii awangard strategii  „znaczącego uwidoczniania“ po to, by jej dyskurs mógł stać się  wpływowym i by dał początek temu, co jeszcze przed nami.

 

FOTO: MACIEJ KAUFMAN

 

 

Cały artykuł w numerze styczniowo-lutowym ARCH#21, dostępnym w sieci salonów EMPiK

ARCH #51
STYCZEŃ/LUTY 2019
facebook