AUTOR ARTYKUŁU
FILIP SPRINGER
NOTATKI Z PRZESTRZENI: WIDOK Z OKNA
17 grudnia 2013 | wyślij link
NOTATKI Z PRZESTRZENI: WIDOK Z OKNA

Widok jest kwestią zdolności kredytowej. Masz dużą – masz coś za oknem. Jesteś biedakiem? Masz mur i kawałek nieba, ale tylko wtedy, jak się mocno wychylisz z balkonu. Pokusę wychylenia ostatecznego należy w sobie zwalczyć.

 

Berlin

 

Idziemy przez Neukölln. J. mówi mi, że prawie wszyscy tu wynajmują mieszkania, on też. Dorośli ludzie, całe rodziny, żyją w wynajętych. Nawet tacy bardziej zamożni. Mało kto kupuje, bo przecież trzeba by wziąć kredyt, taki na 30–40 lat.

– A kto dziś może sobie pozwolić na pewność, że przez cały ten czas będzie miał pracę, pieniądze, że nic się nie wydarzy, że nie zostanie na lodzie? – mówi mi J.

Zaczyna do mnie docierać, że on jest tu już za długo, myśli jak Niemiec, mówi jak Niemiec, nie rozumie tego, co się dzieje u nas.

 

Białołęka

 

Droga z betonowych płyt, jak dojazdówka do hurtowni bananów gdzieś za miastem. Tyle, że dziś bananów nie będzie. Korek, upał. Stoimy. Jest popołudnie, na zewnątrz skwierczy, kryjemy się w chłodzie klimatyzacji. Patrzę na wypalone słońcem łąki i rozrzucone na nich bezładnie osiedla. Nazywają się Derby, bo gdzieś w pobliżu jest stadnina i ktoś wymyślił, że z taką nazwą będzie bardziej sielsko. Jakoś nie jest. Chwilę później jest płot, szlaban i ochroniarz. Mamy zaparkować gdziekolwiek, choć on nie sądzi, żeby nam się udało, bo tu na osiedlu miejsc na samochody nie ma zbyt wiele. Odwiedzamy klasyczną, polską rodzinę na kredycie – ona księgowa, on kierownik w magazynie, dwoje dzieci, samochód i wczasy w Łebie. Za oknem mają mur budynku, który ktoś postawił ciut bliżej, niż było na rysunkach. Wychodzę na balkon, robię zdjęcia. Za plecami słyszę zapewnienie.

– Ale kawałek nieba widać!

Potem rozmawiamy o sąsiadach. Przez cienkie ściany słychać wszystko – telewizor, chrapanie, dzieci, odgłosy porannej toalety.

– Dzięki temu wszyscy jakoś tak się lepiej znamy – mówi ona z uśmiechem. Ten uśmiech nie schodzi jej z twarzy przez całe spotkanie. Ale jakoś nie umiem w niego uwierzyć.

– Mieszkamy tu, choć ja przez długi czas pracowałam w Raszynie. Dwie godziny w jedną stronę. Najgorsze były powroty zimą.

Pytam jak to się stało, że kupili mieszkanie w tym miejscu.

– Wie pan, myśmy nawet wtedy nie myśleli, że mamy zdolność, bo ja ciągle pracowałam na śmieciówkach. Ale brat męża kupował w okolicy. Poszli we dwóch coś załatwiać, ten pan od dewelopera tak męża zagadnął, że może mu tą zdolność sprawdzi. Mąż się zgodził i okazało się, że dwupokojowe damy radę kupić. No to szybko kupiliśmy i mamy.

– Kiedy będzie wasze?

– Wtedy było łatwiej dostać kredyt, nawet na 40 lat, więc taki wzięliśmy. Będę po siedemdziesiątce jak spłacimy. (…)

 

Ochota

 

Autobus wypluwa mnie na przystanku, rozglądam się dookoła i ten przystanek okazuje się być jedynym skrawkiem chodnika w zasięgu wzroku. Sandały toną mi w piachu. Potem jest kostka bauma, szlaban i mnóstwo kamer. Ale bramka otwarta, mogę wejść bez problemu. Osiedle białych bloczków, trochę podsuszonej trawy, ogródki w parterach pozasłaniane słomkowymi matami.

Znowu mieszkanie, trochę ciemne. On bezrobotny inżynier, ona urzędniczka. Wiszą na kredycie. Gdy pytamy, jak tu trafili, ona rozgląda się bezradnie dookoła. Nie odpowiada na pytanie. Mówi tylko:

– A na balkonie hodujemy teraz pomidorki.

Wychodzimy więc na balkon, pomidorki suche i mizerne, nic z nich nie będzie. Ona kładzie kilka czerwonych kulek na otwartej dłoni:

– Proszę spróbować.

Próbujemy, są wodniste i nijakie. Rozglądamy się dookoła. Z przodu blok, z prawej budowa, czyli że zaraz też blok. Tylko po lewej wygon zarośnięty zielskiem.

– Jaka jest szansa, że zostawią nam tam skwer i tego nie zabudują ? – pyta mnie znienacka.

– Myślę, że ta szansa jest, proszę pani, niewielka – mówię i widzę w jej oczach gasnącą nadzieję. (…)

 

 

Cały artykuł we wrześniowo-październikowym numerze ARCH#19, dostępnym w archiwum wydań

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook