AUTOR ARTYKUŁU
MACIEJ SKAZA
ODKRYWAJĄC FENOMEN LA TOURETTE
21 listopada 2013 | wyślij link
ODKRYWAJĄC FENOMEN LA TOURETTE

Niezależnie od tysięcy słów i obrazów, nie sposób przedstawić fenomenu tego dzieła, nie sposób oddać atmosfery miejsca. By w pełni zrozumieć budowlę zaprojektowaną przez Le Corbusiera, trzeba to miejsce odwiedzić osobiście. (…)

 

Ściana kościoła pojawiła się początkowo jedynie w niewyraźnym mglistym zarysie na końcu linii drzew. Nagle las urywa się niczym ucięty niewidzialną ręką. W pierwszym oglądzie pojawia się „gigantyczna” ściana świątyni. Pozbawiona otworów, wbita w stok, z wystającą w przyziemiu nieregularną bryłą sanktuarium. Pomiędzy tymi dwiema ścianami (betonu i drzew) ukazuje się oczom pielgrzymów odległy widok w kierunku południowym, flankowany z prawej strony linią drzew, z lewej – betonową płaszczyzną ściany kościoła. W tym dramatycznym zestawieniu kontrastu odkrywa po raz pierwszy (i nie ostatni) mistrzowski plan zbudowania klasztoru inaczej, niż wcześniej myślano. Jak wspomina Maria Misiągiewicz: „Ojciec Marie-Alain Couturier prosząc Le Corbusiera o zaprojektowanie tej budowli, tak określił zadanie: stwórz milczące, bezgłośne miejsce zamieszkania dla stu ciał i stu serc. Słowa można by uznać jako rodzaj wyzwania, prowokacji lub przyzwolenia dla uznanego już wówczas wielkiego architekta, aby stworzył on współczesną wizję kształtu monastyru”. Na wstępnym etapie projektu Le Corbusier otrzymał od Coutouriera szkic tradycyjnego planu klasztoru, a także zwiedził 12-wieczny zespół w Le Thoronet w Prowansji.

 

Klasztor ukazujący się za bryłą kościoła wznosi się ponad terenem. Le Corbusier przetransponował tradycyjny układ monastyru w nową kompozycję. Charles Jencks pisze o tym miejscu, że jest to „gwałtowna, prawie wroga, górująca nad chaotyczną naturą, a jednak defensywna, trzymająca sie z dala i pełna rezerwy forma zawierająca sto cel mnichów […] Budowla ta balansuje na zboczu wzgórza między wierzchołkiem a granicą zieleni; wznosi się dumnie, jakby przeciwstawiając się przyrodzie, jak grecka świątynia głosząca samotność człowieka i jego niezależność od wszechświata. Świątynia na urwistym zboczu, warowny klasztor zamknięty w swoich murach”.

 

Cela jest niewielka, oczywiście pojedyncza. Zaprojektowana, wykreślona i zbudowana ściśle według wymiarów Modulora. Wyciągniętymi w bok dłońmi można dotknąć ścian, a w górę sufitu. Przy drzwiach umywalka, potem szafa odgradzająca wnętrze od zewnętrza, dalej łóżko, biurko, krzesło. Na zakończeniu pokoju ściana z oknem i drzwiami prowadzącymi na loggię. Dalej już tylko nieodległy las. Długie wąskie pomieszczenie o kształcie prostopadłościanu. Przy pierwszym spojrzeniu wydawać by się mogło zbyt małe. Żadnych dodatkowych elementów (poza jaskrawymi kolorami ram okiennych i drzwiowych). Współczesny człowiek, pozbawiony codziennego nadmiaru bodźców, może czuć się tu wyobcowany, wręcz przerażony. Cela, miejsce zamieszkania zakonnika, jest (czy też była) jego domem. (…)

 

 

mt La Tourette (48)

 

Refektarz, sale wykładowe, jak wcześniej, tak i dziś stanowią miejsce spotkań. Przy skromnych, smacznych francuskich posiłkach spotykają się mnisi z podróżnikami, którzy zatrzymali się w tym niezwykłym miejscu na krótszy lub dłuższy pobyt. Wspólnie uczestniczą w zwyczajnym życiu (które podziwiał Le Corbusier na górze Atos). Charakter tego miejsca najlepiej opisują słowa Charlesa Jencksa: „Proste, masowo wytwarzane przedmioty, butelka wina i talerze na stole, drobne skromne pożywienie, poczucie bezpieczeństwa, widok na zieleń, synkopowy rytm podziałów ścian – czegóż więcej trzeba, kiedy ma się to wszystko? Le Corbusier przez długi czas żył jak mnich i dlatego potrafił dostrzec poezję kryjącą się w prostych przedmiotach, nawet wtedy, kiedy straciły już urok dla innych współczesnych architektów, a przez to i dla społeczeństwa”. Roztaczający się z jadalni daleki widok na otaczającą przyrodę wprowadza spokój. Według Jencksa można tu dostrzec harmonię, która stanowiła corbusierowski „heroizm codziennego życia”. (…)

 

Kościół to prostopadłościenna bryła „twardo” ustawiona na ziemi. Jakby Le Corbusier oddzielił z premedytacją to co ludzkie od tego, co „boskie”. Klasztor, przeznaczony dla mnichów – uniesiony został ponad ziemię, miał wskazywać, że to co ludzkie pozostaje ulotne; w myśl takiej idei budynek kościoła ustawiony jest bezpośrednio na zboczu – informując przewrotnie, że przestrzeń dedykowana Bogu będzie tu zawsze. Strzeliste, wysokie wnętrze pozostawało w mglisty, deszczowy dzień w półmroku, którego nie było w stanie przezwyciężyć światło sączące sie przez wąskie prasowe okna wzdłuż siedzisk i pionowy świetlik za ołtarzem. Jak pisze Jencks „człowiekowi świeckiemu mogłoby wydawać się lichym, pustym pudełkiem”, a wg Le Corbusiera urzeczywistnieniem „niewysłowionej przestrzeni”. Jednak światło istnieje w tym wnętrzu. Wzmocnione intensywnymi kolorami wdziera się po przeciwległych stronach ołtarza poprzez świetliki zakrystii i sanktuarium dla zakonników. Oba te elementy, ustawione obok i poza główną bryłą kościoła zakomponowano swobodnie, zaskakująco inaczej. W szarej przestrzeni świątyni wyróżniają się nie tylko swobodną linią kształtu, ale także kolorami pojawiającymi się na płaszczyznach ścian i sufitu.

 

By dopełnić obrazu całości założenia niezbędny wydaje się spacer wokół klasztoru. Podążając niespiesznie leśnymi ścieżkami, brodząc w wysokiej trawie łąki rozpościerającej się poniżej budowli, czy przystając nad brzegiem zapomnianego wodopoju, można niespiesznie chłonąć w całej okazałości betonowo-szklane polifoniczne kompozycje ścian klasztoru. (…) Niezależnie od tego, w jaki sposób będziemy odbierać rytmy kubicznych loggi i muzyczne faktury pionowych brise soleil niższych kondygnacji „wszystko to sprawia, że wzrok i myśli nie zatrzymują się gwałtownie, lecz nieustannie błądzą, starając się odkryć tajemnicę zawoalowanych przestrzeni i przyswoić ją sobie”. (…)

 

Klasztor Saint Marie de la Tourette zbudowano w latach 1957-60. Od tego czasu został zbadany, zmierzony i przeanalizowany na dziesiątki sposobów. Pojawia się na setkach zdjęć, szkiców i rysunków. Pisali o nim młodzi i starzy, ci mądrzy i ci mniej. (…) Niezależnie od tysięcy słów i obrazów, nie sposób przedstawić fenomenu tego dzieła, nie sposób oddać atmosfery miejsca. By w pełni zrozumieć budowlę zaprojektowaną przez Le Corbusiera, o którym J. Pallasmaa pisał, że: „był jednak wielkim artystycznym talentem z formującą ręką i wspaniałym wyczuciem materialności, plastyczności, ciężaru, które to cechy powstrzymywały jego architekturę przed popadnięciem w sensoryczny redukcjonizm”, trzeba to miejsce odwiedzić osobiście. Trzeba choć raz zanurzyć się w labirynt korytarzy, spędzić noc w celi, dotknąć ściany, usłyszeć ciszę i wejść do kościoła. Jak powiedział sam Le Corbusier: „żeby zrozumieć, trzeba wyraźnie zobaczyć” ! Zatem, parafrazując słowa wieszcza, można by wykrzyknąć: „Jedźmy – La Tourette woła!”.

 

 

FOTO: MACIEJ SKAZA, MARIUSZ TWARDOWSKI

 

 

Cały artykuł w lipcowo-sierpniowym numerze ARCH#18

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook