AUTOR ARTYKUŁU
FILIP SPRINGER
NOTATKI Z PRZESTRZENI: KRAJ POMNIKÓW
1 października 2013 | wyślij link
NOTATKI Z PRZESTRZENI: KRAJ POMNIKÓW

Na spotkaniu autorskim pytają mnie o pomnik. Jestem w Rzeszowie, więc muszę ważyć każde słowo. Profilaktycznie mówię, że się nie znam na pomnikach. Coś tam gadam o pomniku – drodze w Oświęcimiu. A potem jadę do centrum zaniemówić na własne oczy.

 

 

Nowa Sól

– Żywice epoksydowe i laminaty. Prawie tak trwałe jak biały marmur, a pod wieloma względami nawet lepsze, bo się lepiej czyści. Wystarczy „karszerek” pod ciśnieniem i znów lśni – mówi i trzaska wrotami swojego mercedesa – ja proszę pana w papieżach robię od 15 lat i ta tematyka nie ma przede mną żadnych tajemnic.

Stajemy przed pomnikiem Jana Pawła II pod kościołem w Nowej Soli.

– Prawie jak prawdziwy, prawda?

– Prawdziwy papież? – pytam, bo trochę wątpię.

– Prawdziwy pomnik – mówi i uśmiecha się szeroko.

 

Rzeszów

Miasto pomnika. Wiadomo jakiego, już nudne są te żarty na ten temat. Wcześniej byłem tu tylko raz, wracaliśmy z gór, mieliśmy tu przesiadkę. (…) W oddali majaczył pomnik, żartowaliśmy sobie z niego po chłopacku. Wokół nie było niczego, tylko jakaś piekarnia z podsuszonymi bułami pomazanymi dżemem. Kupiliśmy je i żuliśmy do samego Poznania. Były okropne.

 

Więc skojarzeń raczej nie mam dobrych, ale jadę, bo mnie zaprosili. Już na wjeździe z oddali wyłania się pomnik, ludzie zaczynają robić zdjęcia komórkami. A ja nie mogę uwierzyć własnym oczom. Bo nie dość, że ten pomnik już wszystkim się kojarzy, nie dość że postawili go, by upamiętnić czyn rewolucyjny, to teraz jeszcze obwiesili go banerami. I nie, że jakąś zwykłą komerchą, ale banerami z Jezusem. „Ja jestem i chcę Cię uzdrowić” czytam i własnym oczom nie wierzę, bo przyczepili to po chamsku do tego pomnika, jakby już zupełnie odkleili się od rzeczywistości, jakby nie wiedzieli nic o świecie. Jakby ten Jezus na Pomniku Czynu Rewolucyjnego, o którym wszyscy mówią, że to pomnik waginy, miał w czymkolwiek pomóc, kogokolwiek nawrócić, uzdrowić.

 

Idę dalej. Widać w tym mieście pieniądze, widać fajerwerki, sam tu przyjechałem w ramach jednego z nich. (…) Zatrzymuję się pod okrągłą kładką – rondem. Jest przyjemna dla oka, ale zachodzę w głowę, po co powstała. Bo skrzyżowanie, nad którym ją wzniesiono, nie wydaje się jakoś szczególnie ruchliwe; żeby z niej skorzystać trzeba zaś wspiąć się po schodach. Jako przestrzeń publiczna – miejsce spotkań – to się jednak chyba nie sprawdzi, bo skrawka cienia tu nie uświadczysz. Więc po co? By wywołać efekt „wow”? Fakt – jedyna taka kładka w Europie, a może i na świecie, choć jakby pojechać do Dubaju, to by się coś znalazło. A więc Rzeszów Dubajem Polski? Miasto ma jeden z najwyższych wskaźników zadowolenia mieszkańców z życia. Rozmawiam ze znajomym, mówi mi, że to dlatego, bo ludzie mają tu niewygórowane oczekiwania. Wystarczy okrągła kładka z drewna i szkła, by kupić ich przychylność. Nie wierzę mu.

 

 

Bydgoszcz

Wirtualnie. W konkursie internetowym przystań wodna zostaje ogłoszona Bryłą Roku. Fajnie. Czytam materiały związane z konkursem. Nie dowiem się z nich dlaczego, jaka wartość tkwi w tym budynku, w czym jego siła, wyjątkowość. Niczego się nie dowiem poza tym, że to budynek nowoczesny i z szacunkiem podchodzący do otoczenia. Jaki jest sens takich konkursów? Czy tylko nabijanie kliknięć w portalu? Po co to się robi? Nie wiem. W ubiegłym roku wygrała Biblioteka Uniwersytetu Śląskiego, ale nikt nie objaśnił ludziom, dlaczego ta architektura jest tak dobra. Konia z rzędem temu, kto się tego podejmie, kto w przystępnych słowach wytłumaczy, dlaczego ten, a nie inny zasługuje na wyróżnienie.  (…)

 

Zamiast wyjaśniania można się pośmiać z Makabryły. Daszek dla VIP-ów na stadionie w Radomiu. Tak, nie trzeba nic tłumaczyć, to jest po prostu architektoniczna głupota w skrystalizowanej postaci.

 

 

Warszawa

W Soho Factory wystawa „Przestrzenie prywatne Zofii i Oskara Hansenów”. Na białych ścianach białe ramy, a w nich oprawione krystalicznie czyste kadry Edmunda Kupieckiego. Zdjęcia ich mieszkania na Sędziowskiej, tak niezwykłego, oglądam po raz n-ty i znów nie umiem się nie zachwycić. Tak szkoda tej przestrzeni. Patrzę na szkice, precyzyjne, czyste i klarowne. Nie znam się na tym, nie wszystko jest dla mnie czytelne, a jednak bije z tych technicznych rysunków szczerość, której urokowi trudno się oprzeć. Jest trochę ludzi, Igor pełen pasji, opowiada o rodzicach, pokazuje na zdjęciach konkretne rozwiązania. W kącie stoi mały telewizorek, w nim Svein Hatloy, najwierniejszy uczeń Hansena, „apostoł Formy Otwartej” oprowadza po Szuminie. Mnie też tak oprowadzał, dzięki niemu zrozumiałem. W pewnym momencie rzucił, jakby od niechcenia, że człowiek nie jest wcale najważniejszy w krajobrazie. Przypomniałem sobie słowa Hansena, że architektura nie może być pomnikiem – ego architekta. Wtedy zrozumiałem, że oni musieli tutaj ponieść porażkę. Nie mogło być inaczej.

 

 

FOTO: FILIP SPRINGER

 

Artykuł opublikowany został w nr 18 ARCH. Całość artykułu dostępna jest w drukowanej wersji magazynu – ARCH NUMERY ARCHIWALNE

ARCH #51
STYCZEŃ/LUTY 2019
facebook