AUTOR ARTYKUŁU

TOMASZ MALKOWSKI
MŁODZI ARCHITEKCI: INTERURBAN
26 września 2013 | wyślij link
MŁODZI ARCHITEKCI: INTERURBAN

Łukasz Piankowski i Weronika Juszczyk z gdyńskiej pracowni INTERURBAN, mimo młodego wieku mają już na koncie sporo sukcesów: wygrane w konkursach, w tym w realizacyjnym oraz kilka rozpoczętych budów. O nich jeszcze będzie głośno!

 

Tomasz Malkowski: Staramy się co numer pisać o najciekawszych młodych pracowniach w Polsce. Postawiłem sobie za zadanie, że napiszę o kimś z Wybrzeża i przyznam, że o młodych biurach z Trójmiasta mało się słyszy. Wy jesteście najbardziej rozpoznawalnym.

 

Łukasz Piankowski: Może to powód, dla którego tutaj się znaleźliśmy. Jest mniejsza konkurencja.

 

Ale Ty pochodzisz z Gdyni. Jak Ci się udało ściągnąć tu Weronikę?

Weronika Juszczyk: To najpierw ja go ściągnęłam do Wrocławia. Poznaliśmy się z Łukaszem w Gliwicach na warsztatach studenckich, spotykaliśmy się potem jeszcze przy różnych okazjach. W końcu postanowiliśmy zamieszkać razem we Wrocławiu. Ja tam studiowałam, Łukasz do mnie przyjechał, był już po swoich studiach.

 

ŁP: Pracowałem w jednej z trójmiejskich pracowni i stwierdziłem, że przyda mi się odmiana. Wrocław był wyborem trochę życiowym, ale też i zawodowym – bo tam się jednak dużo działo i zresztą dalej dzieje. Zaczęliśmy startować w konkursach.

 

I praktycznie przy pierwszym konkursie – na siedzibę Pomorskiej Spółki Gazownictwa w Gdańsku – udało Wam się wygrać!

WJ: W momencie , gdy wygraliśmy konkurs doszliśmy do wniosku, że jednak będziemy musieli się przenieść do Trójmiasta. Robienie tak dużego projektu na odległość mogło być uciążliwe.

 

ŁP: To nie jest tak, że robienie projektu na odległość jest dziś niemożliwe. Ale ta wygrana zachęciła nas do przeprowadzki. (…)

 

Byliście zaskoczeni wygraną?

WJ: Totalnie – bo jak się przejrzy to, co wygrywa w Gdańsku – są to zazwyczaj budynki ceglane z mocno historyzującymi detalami, taka postmoderna.

 

ŁP: Dość szybko wpadliśmy na pomysł jak kształtować ten biurowiec, inspiracją był stojący niegdyś na działce wielki okrągły zbiornik na gaz, obok do dziś zachowała się podobna konstrukcja. Idea była prosta, żeby przynajmniej kubaturowo przywołać ducha tej dawnej przemysłowej struktury.

 

To w ogóle ciekawe miejsce, bo na styku ze Stocznią Gdańską, gdzie za chwilę ma powstać Młode Miasto, po drugiej stronie ulicy ruszyła już budowa Muzeum II Wojny Światowej. Ten teren graniczy ze ścisłym śródmieściem, ale to jeszcze nie jest Główne Miasto, gdzie panuje dyktat cegły i kamieniczek.

 

WJ: Nie chcieliśmy nawiązywać do tych wszystkich historyzujących, ceglanych przemysłowych obiektów wokół. To ma być reminiscencja gazometru, ale bez dosłowności. Chcieliśmy się odciąć i wprowadzić tam trochę nowoczesności. Jak się patrzy na Wrocław i Śląsk – on są dużo bardziej elastyczne i otwarte na nową architekturę.

 

Gdańsk jest zachowawczy?

ŁP: Tu jest odczuwalny silny balast historii. Śląsk pod względem projektowym jest fajniejszy, bo można sobie tam na więcej pozwolić, bardziej eksperymentować.

 

WJ: Jak przejedziesz się po Gdańsku to możesz nie odróżnić nowych budynków od starych.

 

ŁP: Ale nawet te stare są w większości „nowe”, bo odbudowane w latach 50. XX wieku. (…)

 

 

DOMNIETYPOWY 3

 

Zakładaniu własnej pracowni często towarzyszy strach, czy będzie się miało wystarczającą ilość nowych zleceń. Do tego Wy przyjechaliście po części do nowego miasta.

 

ŁP: Ale to nie był start od zera. To Weronika przyjechała do nowego miasta. Pracowałem tu trochę, miałem okazję poznać tutejszy rynek, więc jakiś plan działania byliśmy w stanie ustalić: gdzie można się zgłosić do kogoś po pomoc, z kim moglibyśmy współpracować.

 

WJ: Z założeniem firmy jest tak, że nagle to co było dodatkową fuchą, czyli zlecenia, które robiło się na boku, pracując w innych pracowniach, stają się tym, co robi się na pierwszym planie. A sama wygrana w konkursie dała nam taką wiarą, że nawet młode pracownie, bez doświadczenia i pleców – mogą wygrywać i zdobywać poważne zlecenia. Trzeba tylko próbować!

 

ŁP: Konkursy architektoniczne to dobry kamuflaż dla młodych architektów, bo nikt nie zleciłby tak wielkiego projektu mniej doświadczonej pracowni. Startując w konkursie, anonimowo składając koncepcję – stawaliśmy w szranki na równi ze starszymi, bardziej doświadczonymi kolegami. (…)

 

Biurowiec powstanie obok terenu Stoczni Gdańskiej. Jakie jest Wasze zdanie na temat tego, co tam się dzieje? To miejsce w przededniu inwestycji, na razie wyburza się tam kolejne hale i relikty przemysłowe.

ŁP: Brakuje całościowego spojrzenia i wizji dla terenów stoczni. Miasto powinno budować się wielowarstwowo, stawiając cele i konsultując potrzeby z bezpośrednio zainteresowanymi – tak jak robiono to przy rewitalizacji portów w Danii czy Holandii. W Gdańsku zaczęto od budowy wielopasmowej estakady, tzw. Nowej Wałowej, przecinającej teren stoczni, która będzie generować podział przestrzeni na lepszą i gorszą.

 

WJ: Za mało korzystamy z zachodnich wzorców, gdzie poprzemysłowe budynki adaptuje się do nowych celów, daje im nowe życie, a nie wyburza jak u nas i stawia tylko nowe. Zamiast utrzymać klimat miejsca, to robi się wszystko, by go zaprzepaścić. Jak byliśmy ostatnio na spacerze po stoczni, to zobaczyliśmy jak z tygodnia na tydzień jej ubywa. Smutny widok! (…)

 

Ciągle startujecie w konkursach. To sposób na nowe zlecenia?

ŁP: W konkursach nie tylko chodzi o wygraną i zdobycie zlecenia, to po prostu świetna szkoła warsztatu dla architekta. Bo jak się przez rok robi tylko projekt wykonawczy, to można złapać doła. Konkursy to odskocznia.

 

WJ: To impuls, żeby się spotkać z kimś, pogadać, zanurzyć w inny świat. Konkursy pozwalają się nam rozwijać.

 

ŁP: Jako młoda pracownia wciąż nie mamy tego komfortu, że możemy w projektach przebierać. A przy konkursach to my sobie wybieramy temat, który nas zainteresuje. Można się w nim sprawdzić i sporo nauczyć. Nawet jak nie wygra się konkursu to zawsze potem się go analizujemy i to zostaje. (…)

 

Gdy wygraliście konkurs na biurowiec to pewnie był taki moment, gdy inwestor zobaczył po raz pierwszy, że to bardzo młodzi ludzie będą dla niego projektować. Czy Wasz wiek nigdy nie stanowił przeszkody?

ŁP: Rzeczywiście jak nas zobaczyli to trochę się zdziwili i byli zmieszani, jak to się stało, że to my wygraliśmy. A na sali było mnóstwo sędziwych architektów, bo to był głośny konkurs. Potem w kuluarach starsi koledzy nas chwalili, że fajny projekt, ale i przestrzegali – tylko nie dajcie się, nie pozwólcie sobie mieszać w koncepcji. Trochę nie wierzyli, że damy rady postawić na swoim. Ale ze strony inwestora absolutnie nie doznaliśmy żadnego upokorzenia ze względu na wiek, nie było żadnej sytuacji, że chcieli zwlekać z ceną czy ją negocjować – była dokładnie taka sama jak ustalono ją w konkursie. (…)

 

 

Pełny tekst wywiadu w 18 numerze ARCH -> ARCH NUMERY ARCHIWALNE

ARCH #50
LISTOPAD/GRUDZIEŃ 2018
facebook