AUTOR ARTYKUŁU

MARCIN SZCZELINA

TOMASZ MALKOWSKI
PRZYSZŁOŚĆ NIGDY SIĘ NIE MYLI
24 września 2013 | wyślij link
PRZYSZŁOŚĆ NIGDY SIĘ NIE MYLI

Rozmowa z Helmutem Jahnem, niemieckim architektem, który podbił Amerykę i świat. Jego chicagowskie biuro ma oddziały w Berlinie, Doha i Szanghaju. Autor najnowszego wieżowca Warszawy – apartamentowca Cosmopolitan. W specjalnym wywiadzie dla ARCH-u opowiada o tym, jak został Flashem Gordonem architektury oraz mistrzem świata żeglarstwa

 

 

Kilkakrotnie przesuwaliśmy nasz wywiad, bo jest Pan bardzo zajętym człowiekiem i ciągle podróżuje po świecie. Ale ostatnio na drodze naszego spotkania stanęła nie praca, ale Pana pasja.

Helmut Jahn: Mają Panowie na myśli mój rejs? Przepraszam, ale potrzebowałem trochę pożeglować. Uwielbiam to robić. Dodatkowo mieszkam i pracuję bardzo blisko portu nad jeziorem Michigan, więc czasami spontanicznie urywam się z pracy i idę popływać. (…)

 

 

Pańska łódź nazywa się Flash Gordon. Jest to również Pana przydomek, który otrzymał Pan od mieszkańców Chicago. Czy jest Pan superbohaterem tego miasta?

Przydomek pochodzi od pierwszego artykułu opisującego moje dzieło. To była publikacja w magazynie Newsweek, prawdopodobnie pod koniec lat 70. lub na początku 80. Wtedy nazwali mnie Flashem Gordonem architektury amerykańskiej. I stąd pochodzi ten przydomek, ale to mój syn chciał tak nazwać łódkę. (…)

 

 

Pana pierwsze znane budynki wpisywały się w nurt postmodernizmu, z jednej stron były nowoczesne, ale odwoływały się do przeszłości, często korzystały z przetworzonych tradycyjnych form.

Nigdy nie byłem postmodernistą, nazwałbym się raczej twórczym kontynuatorem. Pod koniec lat 70. i przez całe lata 80. projektowaliśmy sporo wieżowców, które powstawały w Chicago, Filadelfii, Nowym Jorku – to miasta, które nie mają długiej historii, także tej dotyczącej nowoczesnej architektury, one początkowo były zabudowywane na przełomie XIX i XX wieku przez budynki historyzujące i klasycyzujące, takie były przecież pierwsze drapacze chmur. My kontynuowaliśmy ten język form klasycznych amerykańskich wieżowców, ale na nowo je reinterpretowaliśmy.

 

Teraz zaprojektował Pan wieżowiec dla Warszawy. Skąd w ogóle pomysł, żeby startować w konkursie na budynek w Polsce?

Dziś cały świat to niemal jeden wielki konkurs – czy to w Ameryce, czy w Niemczech, czy w Warszawie, Chinach, czy Korei – tak się zdobywa zlecenia. Dziś każde biuro, które działa w skali międzynarodowej jak nasze, może zaprojektować coś w dowolnym miejscu naszego globu. Konkurs w Warszawie skusił nas swoim miejscem, bo to centrum miasta europejskiego. Wbrew pozorom w Europie wcale nie powstaje tak wiele wieżowców w ścisłych centrach miast – więc ten konkurs był dla nas gratką.

 

A czy był Pan przed tym konkursem kiedykolwiek w Warszawie? Wiedział Pan cokolwiek o mieście?

Nie, nigdy wcześniej nie byłem w Warszawie, ani nie miałem okazji nic tam projektować. Ale oczywiście wiem co nieco o tym mieście i znam niektóre budynki, które tam stoją. Ale stwierdziłem, że to będzie wspaniały projekt w istotnym miejscu. Projektowi budowy tego budynku przyświecał bardzo interesujący program, który jest zgodny z tym, co robię i co chciałem tu przedstawić – a mianowicie wysoki budynek mieszkalny silnie związany z kontekstem miejskim.

 

To właśnie kontekst miejski stanowił pewnie nie lada wyzwanie. Okolice placu Grzybowskiego, gdzie stanął Cosmpolitan – to konglomerat budynków z różnych epok, niedaleko jest Pałac Kultury i Nauki, do tego trudna historia miejsca, gdzie kiedyś było getto.

Mimo, że projektuję na całym świecie, zawsze staram się myśleć o konkretnym miejscu, dla którego coś mam stworzyć. W okolicy Cosmo Tower (…) są niskie budynki, niektóre kulturalne, inne mieszkalne czy biurowe. Jest tam również przejście do parku i do kościoła. Lubię taki zróżnicowany kontekst miejski. Moje symboliczne i wyraźne podzielenie wieżowca na dwie bryły – mniejszą i wieżową, jest gestem w stronę ulicy. Chciałem odtworzyć nadszarpniętą pierzeję, ale zarazem domknąć wysokościowcem ulicę Emilii Plater. Pragnąłem również sprawić, żeby budynek wyglądał na budynek mieszkalny, a nie na biurowiec, jakich jest sporo wokół – stąd postawiliśmy na inne kolory, które wyróżniają Cosmo. (…)

 

 

Messeturm projektował Pan już jako znany amerykański architekt. Czuje się Pan jeszcze niemieckim architektem? I co Panu, jako architektowi – dała Ameryka.

Zawsze mówię, że jestem niemieckim architektem, który praktykę zawodową przeszedł początkowo w Ameryce, a później na całym świecie. Wybrałem Amerykę na swój dom i miejsce pracy, ale to była inna Ameryka niż teraz. Nie wiem czy dziś dokonałbym tego samego wyboru. Ale co do różnic w zawodzie – w Ameryce w architekturze nacisk jest położony na efektywność. Dominuje tu pragmatyzm. W Europie, architekci uważają się za artystów. Myślą, że są kimś specjalnym, kiedy wygrywają konkurs i są przekonani, że wszystko zostanie zrobione w taki sposób, jak to sobie wymyślili. (…)

 

 

Co Pan myśli o centrum Warszawy, szczególnie o otoczeniu budynku Cosmopolitan?

Nie miałem jeszcze dość czasu, by się przejść i dokładnie obejrzeć centrum Warszawy. Jedno mogę powiedzieć – ten projekt jest realizowany już od jakiegoś czasu, bodajże od pięciu lat lub więcej. Ostatnim razem, kiedy jechaliśmy na miejsce budowy, chcieliśmy zobaczyć Pałac Kultury, ale też zwykle ulice, żeby poczuć klimat miasta. Zobaczyłem, że Warszawa przeszła duże zmiany w ostatnich latach. Często zmiany te zachodziły dzięki budynkom o wysokości 100-150 metrów, które sprawiają, że miasto wygląda nowocześnie. Ważne, by miasto robiło coś głośnego. Widziałem również wiele dzielnic, w których budynki zostały odnowione. Mnie oczywiście podoba się, gdy budynki są o wiele wyższe, ale to miasto wydaje się być na właściwej drodze … jak w Nowym Jorku. To miasto bardzo się zmienia, dziś jest tam jak w Chicago – ludzie mieszkają w miejscach, w których nikt nie myślał, że ktoś będzie mieszkał jeszcze 20 lat temu ! Miasta muszą zmieniać swoje oblicze. A my musimy zaakceptować te zmiany. Często powtarzam: Przyszłość nigdy się nie myli. (…)

 

Cosmopolitan jest takim spojrzeniem w przyszłość? Bo z drugiej strony prezentuje się elegancko, ale i dość klasycznie, jakby przyświecało mu inne motto: „mniej znaczy więcej”.

Sądzę, że budynki mogą być ikonami, kiedy właśnie nie krzyczą. Na Emilii Plater sporo się dzieje, chcieliśmy być w kontrapunkcie, dać maksymalnie spokojną bryłę, ale ze smaczkiem w postaci tych nadwieszonych pięter i tego krwistego podniebienia. Dla mnie projektowanie to często właśnie eliminacja niepotrzebnych rzeczy, redukcja ich. Układanie czegoś z wielu elementów – jest proste. Ale spróbuj odrzucać kolejne rzeczy, to wymaga kreatywności ! Natomiast zastosowane materiały, konstrukcje, wspornikowe piętra – to wszystko układa się w Cosmo – w opowieść o nowoczesnym życiu w centrum miasta. (…)

 

Kilka dni temu rozmawialiśmy z projektantką mody Gosią Baczyńską, którą zaproszono do zaprojektowania wnętrz jednego z apartamentów w Cosmopolitanie. Powiedziała, że nie może się doczekać Pana wystawy i wykładu, które odbędą się we wrześniu w Warszawie. Proszę powiedzieć, czego możemy się spodziewać?

Generalnie wystawa będzie retrospekcją – zabierze w podróż przez nasze projekty w Stanach Zjednoczonych, w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Centralnej i Wschodniej Azji, ale też w Zachodniej Afryce, bo tam również mieliśmy realizacje. Przedstawi ona część z naszych przyszłych projektów. Pomieszczenie, w którym pokażemy nasze projekty nie jest takie wielkie, to ciekawe modernistyczne pudełko (Pawilon Wystawowy SARP – przyp. red.), dlatego musieliśmy dokonać pewnej selekcji projektów. Wystawa skupi się bardziej na teraźniejszości i na przyszłości oraz na naszym sposobie pracy, procesie projektowym.

 

Zobaczymy na wystawie Cosmopolitan?

Oczywiście, przedstawimy również Cosmopolitan jako nasz wkład w krajobraz Warszawy. Nasza wystawa ma zresztą nazwę „Architektura + przestrzeń miejska”. A budynek Cosmopolitan jest tego dobrym przykładem. Pokażemy też nasze najbardziej znane realizacje, począwszy od Chicago, przez Nowy Jork, Filadelfię, oraz inne budynki w Stanach Zjednoczonych, aż po Jacksonville. Z Europy przedstawimy Messeturm oraz Sony Center w Berlinie. (…)

 

Na wystawie w Warszawie będzie można zobaczyć wiele Pana szkiców. Także w katalogu jest ich mnóstwo. Naprawdę Pan tyle rysuje?

Szkice, rysunki, ale i modele – to dla mnie podstawa pracy architekta. Nie pracuję na komputerze, mam od tego ludzi, to oni znają programy CAD. Jednak w swoim zespole kreatywnym wymagam od pracowników projektowania na szkicach. Komputer jest barierą pomiędzy głową, a rysunkiem. Ręka z ołówkiem lepiej przekazuje myśli. Dlatego w kluczowych momentach projektu, kiedy definiuje się architekturę, jej charakter, istotne elementy konstrukcji – to wszystko opracowujemy na odręcznych szkicach, często bardzo szybkich. Komputer jest dopiero w dalszych etapach, kiedy wymagana jest dokładność.

 

Ale używa Pan iPada.

Dla mnie iPad to po prostu szkicownik, z którym się nie rozstaję. Mogę do niego też wrzucać zdjęcia, rysunki, które potem edytuję. W zasadzie nie wyobrażam sobie już życia bez iPada. (…)

 

 

 

Pełny tekst wywiadu  we wrześniowo-październikowym ARCH#19, dostępnym w archiwum wydań.

ARCH #52
MARZEC/KWIECIEŃ 2019
facebook