AUTOR ARTYKUŁU
KRZYSZTOF NAWRATEK
ARCHITEKTURA DLA ARCHITEKTÓW?
22 sierpnia 2013 | wyślij link
ARCHITEKTURA DLA ARCHITEKTÓW?

Krzysztof Nawratek, architekt, urbanista, wykładowca School of Architecture & Design w Plymouth, a także jeden z jurorów konkursu na wystawę w Pawilonie Polskim w Wenecji komentuje zwycięski projekt oraz temat Biennale Architektury 2012

 

 

13. architektoniczne Biennale w Wenecji organizowane było pod hasłem „Common Ground”, co tłumaczy się jak „wspólny grunt”. Idea, jak tłumaczy kurator Biennale, brytyjski architekt David Chipperfield dotyczy zarówno przestrzeni pomiędzy budynkami jak i bardziej ogólnie – tego co wspólne, tego co łączy architektów i przedstawicieli innych profesji zajmujących się budownictwem. To oczywiście na pierwszy rzut oka brzmi bardzo ładnie, jednak przy bliższym się przyjrzeniu budzi pewne wątpliwości. David Chipperfield jest mężczyzną, białym Anglikiem z klasy średniej (i raczej wyższej średniej), odnoszącym sukcesy architektem. Gdy ktoś taki mówi mi o tym, bym poszukiwał z nim „Common ground” czuję się lekko nieswojo (klasowość brytyjskiego społeczeństwa jest – i mam nadzieję jeszcze długo pozostanie – czymś niemal całkowicie niezrozumiałym dla wciąż dość egalitarnego polskiego społeczeństwa). Jeszcze bardziej nieswojo będą zapewne czuli się architekci z krajów, które były brytyjskimi koloniami, z krajów które doświadczyły Pax Britannica. Poszukiwanie tego co wspólne, gdy proponuje to ktoś z pozycji siły, jest zawsze skażone narzuconą, opresyjną siatką pojęć i interpretacji. To „wspólne, ale na moich warunkach, przeze mnie zdefiniowane”. „Common ground” niekoniecznie więc jest taką sympatyczną wizją jak by to się mogło wydawać, lecz raczej może być (jest?) próbą zablokowania emancypacji, pozbawienia głosu tych, których głos jest słaby albo jeszcze nie potrafią go znaleźć. W sytuacji, gdy ruch Occupy odrzuca konsensus neoliberalnego świata, gdy Arabska Wiosna odrzuciła – akceptowany przez lata przez Zachód – konsensus „arabskiego modelu ograniczonej demokracji”, wreszcie gdy niemający własnego głosu młodzi ludzie zdemolowali Londyn, wzywanie do poszukiwania „Common ground” brzmi niemal arogancko.

 

Przeglądając więc propozycje projektów polskiej wystawy zaproponowane na Biennale miałem nadzieję, że ktoś podejmie krytyczny dialog z zaproponowanym przez Chipperfielda tematem. Niestety, propozycje w większości dość bezrefleksyjnie dotyczyły przestrzeni publicznych, gdy zaś próbowały przyjmować bardziej krytyczną perspektywę gubiły się z teoretycznych dywagacjach, nie dochodząc do przekonującej propozycji wystawy. Cokolwiek bowiem byśmy nie mówili, architektura ma (powinna mieć?) konkretny, materialny wymiar. Teoria, bliskie mi bardzo kwestie społeczne i polityczne stają się pustym gadaniem, gdy nie zostają przełożone na język przestrzeni, materii, procesu, w końcu formy (najszerzej rozumianej).

 

Moim zdaniem – projektem, który w najbardziej przekonujący sposób postawił interesujące pytania i zaproponował ich ciekawą materializację, jest wybrany projekt Katarzyny Krakowiak i Michała Libery. Z pełnym przekonaniem zagłosowałem za tym projektem i z pełnym przekonaniem podpisuję się pod uzasadnieniem werdyktu:

 

„Projekt Katarzyny Krakowiak, o roboczym tytule Każdy ma prawo do dźwięku, którego kuratorem jest Michał Libera, niniejszym uznajemy za zwycięski w konkursie na projekt wystawy w Polskim Pawilonie na 13. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji w 2012.

 

Projekt przenosi to, co dzieje się w przestrzeni wspólnej na zewnątrz, do wnętrza pawilonu. Projekt zakłada „podsłuchiwanie” innych, kwestionując ostrość podziału na to, co intymne i to, co publiczne. Czyni to poprzez transfer dźwięku – z jednej więc strony odrywa się od dosłowności przestrzeni i materii, z drugiej, poprzez sposób konstruowania projektu – ingerencję w infrastrukturę techniczną, zakładanie nieprzewidywalności stanu zastanego oraz negocjacji formalno-prawnych – dotyka samego sedna tego, czym dziś jest praca architekta. Idea „Common ground” jest potraktowana w sposób nowatorski, realizowana zarówno na poziomie idei, jak i konstrukcji oraz funkcjonowania ekspozycji”.

 

Nie znaczy to oczywiście, że nie mam pewnych wątpliwości. Najpierw jednak o tym, co moim zdaniem stanowi siłę tego projektu, którą przede wszystkim jest nieoczywista interpretacja idei „common ground”. W przeciwieństwie do banalnych rozważań na temat przestrzeni pomiędzy budynkami, tu mamy do czynienia z zakwestionowaniem podziału na prywatne/publiczne, na to co wewnątrz i co na zewnątrz. To oczywiście nawiązuje do modernizmu, ale przede wszystkim mówi „nie jesteś autonomiczny”. Jest to więc jasna deklaracja globalnego świata i globalnej odpowiedzialności. Drugim aspektem tego projektu, który mnie bardzo przekonuje, jest – jak to zostało ujęte w uzasadnieniu – uznanie, że negocjacje są esencją uprawiania architektury jako praktyki. (…) Bardzo ciekawa jest w tym projekcie również próba zmagań z technologią i materią istniejącego budynku. Nawet fakt, że projekt może się nie udać – jeśli nie uda się porozumieć z zarządcami innych pawilonów lub nie uda się uruchomić wentylacji – uważam za siłę tego projektu. Ta możliwość porażki nadaje mu powagi.

 

Jak napisałem jednak – zwycięski projekt nie jest bez słabości. Widzę dwa aspekty, które budzą pewien niepokój. Po pierwsze, projekt zakłada „nasłuchiwanie/podsłuchiwanie” innych pawilonów, co budzi niedobre skojarzenia i stawia pytanie – czy ludzie w podsłuchiwanych pawilonach zgodzą się być podsłuchiwani? Czy też nie będą wiedzieli, że są podsłuchiwani? A jeśli tak, czy projekt Katarzyny Krakowiak będzie krytyką Wielkiego Brata, czy jego realizacją? Druga słabość polega na niematerialności tego projektu. Polski pawilon będzie, w gruncie rzeczy… pusty. Wypełniony jedynie (?) dźwiękami. Czy to wystarczy? Czy taka nie-przestrzenna instalacja na Biennale Architektury nie jest jednak nieporozumieniem? Czy mówienia o architekturze poza – w gruncie rzeczy – przestrzenią, nie jest odrzuceniem istoty architektury, jako sztuki organizacji przestrzeni?

 

Nie wiem. Oceniliśmy propozycje, wybraliśmy projekt. Pomiędzy projektem a realizacją jest długa droga (co wie każdy, kto coś zaprojektował). Wybór jakiejkolwiek propozycji był aktem wiary, zaufania do kuratorów/projektantów. W samym wyborze – a więc w fakcie, że w tym roku jury wyboru dokonało – widzę wielki powód do optymizmu. Czy słusznie? Już niedługo się przekonamy.

 

Jeszcze jedna uwaga ogólna – z przyczyn formalnych, nie mogę nic napisać na temat pozostałych, nienagrodzonych projektów. Uważam, że to wielka szkoda. Dobrze by było, by wszystkie projekty zostały przedstawione publicznie i by upubliczniona została dyskusja jury. Jeśli wystawa w Wenecji nie ma być elitarną zabawą kilkudziesięciu artystów, architektów i kuratorów, lecz elementem dyskusji nad stanem architektury w Polsce, transparentność i publiczna debata są niezbędne.

 

 

 

Na zdjęciu:
Kasia Krakowiak, „Human Antenna”, performans przygotowany na Festiwal Alternativa 2011,
FOTO: Elvin Flamingo

 

 

 

Tekst opublikowany został w nr 11 ARCH. Całość artykułu dostępna jest w drukowanej wersji magazynu – http://www.archsarp.pl/kategoria-produktu/arch

ARCH #52
MARZEC/KWIECIEŃ 2019
facebook