AUTOR ARTYKUŁU

MARCIN SZCZELINA
MIES VAN DER ROHE AWARD 2013
5 lipca 2013 | wyślij link
MIES VAN DER ROHE AWARD 2013

Nagroda za najlepszy obiekt europejski ostatnich dwóch lat pojechała do dalekiej Islandii. W konkursie Mies van der Rohe zwyciężyła Harpa – filharmonia w Reykjaviku. Polska architektura, choć przebiła się do tzw. shortlisty, pozostała znów na peryferiach.

 

 

Co dwa lata europejska architektura – jej twórcy i realizacje – mają swoje święto. To Nagrody  Mies van der Rohe, które przeplatają się w kalendarzu z innym ważnym wydarzeniem – Biennale Architektury w Wenecji. Podczas gdy Biennale jest próbą poszukiwań nowych kierunków i rozwoju w architekturze, krytyce i teorii – to Nagrody Miesa dotyczą praktyki i materii: oceniane są obiekty zrealizowane. Raz na dwa lata otrzymujemy więc kompendium na temat tego, co najciekawszego zbudowano na naszym kontynencie.

 

 

Co można wysnuć po obejrzeniu nominowanych i nagrodzonych obiektach z zakończonej właśnie edycji? Przede wszystkim rozmach inwestycji – zgłoszono 335 obiektów z 37 krajów, wiele reprezentujących spektakularne założenia – zdają się nam mówić, że światowy kryzys, albo dobiegł końca, albo jednak nie odbił się tak mocno na architekturze europejskiej.

 

 

nagroda na antypodach

 

Po raz pierwszy nagroda główna trafiła do miasta tak odległego od centrum kontynentu. Zwyciężyła Harpa – filharmonia i centrum konferencyjne w Reykjaviku, stolicy Islandii. Budynek to dzieło: Henning Larsen Architects, Batteríið Architects oraz artysty Olafura Eliassona, w Polsce znanego za sprawą tymczasowego pawilonu wybudowanego w Warszawie z okazji Polskiej Prezydencji UE. Czym zachwyciła jurorów islandzka filharmonia? W swoim uzasadnieniu napisali, że budynek przyczynił się do rewitalizacji i transformacji portu. Dzięki tej inwestycji, wzniesionej tuż nad wodami zatoki Taxa, miasto zyskało lepszy kontakt z morzem, od którego wcześniej odcinała go portowa zona. Dla mnie jednak Harpa jest dość fasadowym obiektem. Gdyby obedrzeć ją z efektownej, „kryształowej” powłoki – zostaje obiekt kongresowo-koncertowy, jakich mamy wiele na świecie. Bo właśnie szklane elewacje są najbardziej imponujące – mają strukturę krystaliczną zaczerpniętą z natury, wzorowano się na kolumnach bazaltowych, co w kraju „wulkanów i lodów” zakrawa trochę na tautologię. Ale fakt – ściany o zmiennej transparentności, z zastosowanym w niektórych miejscach kolorowym szkleniem, przestrzenne, tworzące wielość odbić na zewnątrz, a grę światła i cienia w olbrzymich wnętrzach holi i foyer – mogą powalać na kolana. Urokowi uległo zapewne i jury nagród Miesa. A Harpa „oczarowuje” też rozmachem – jak na warunki islandzkie jest ogromna, mieści cztery sale koncertowe, największa jest aż na 1800 osób. (…)

 

 

 

finaliści „prospołeczni”

 

W finale konkursu Mies van der Rohe Award znalazło się 5 obiektów, oprócz islandzkiej Harpy były to jeszcze obiekty z Belgii, Danii, Hiszpanii i Portugalii. W zasadzie tylko dom spokojnej starości w portugalskim Alcácer do Sal – jest typowym obiektem architektonicznym o wysokiej klasy, minimalistycznej bryle odcinającej się od surowego krajobrazu. Pozostali finaliści to obiekty w przestrzeni publicznej, wielofunkcyjne struktury przestrzenne stanowiące nowy sposób kreowania żywego i społecznego miejsca w mieście. I te obiekty wydają się właśnie w całym konkursie najciekawsze. Kto wie, czy taki wybór nie wynika z obecnej tendencji „uspołeczniania” architektury, jako odpowiedzi na kryzys i nieludzki kapitalizm. Jakby jurorzy Miesa bili się w pierś i zamiast wskazywać kolejny kosztowny budynek – wybrali miejsca demokratyczne, dla wszystkich. Choć oczywiście ostatecznie wygrała i tak droga ikona. (…)

 

 

Taką społeczną realizacją jest z pewnością Superkilen – międzykulturowy park miejski w Kopenhadze – dzieło trzech pracowni: BIG Bjarke Ingels Group, Topotek1 i Superflex. W zasadzie to hybryda – połączenie placu, parku i terenów sportowych, wszystkie nanizane na długi na 750 metrów pas wijący się miedzy kwartałami dzielnicy Nørrebro. Ta uchodzi za jedną z najbardziej wielokulturowych w Kopenhadze – zamieszkują ją emigranci z 50 krajów. Stąd projektanci wspólnie z władzami miasta postanowili stworzyć miejsce, w którym Ci wszyscy ludzie, pochodzących z tak różnych kręgów kulturowych – mogliby poczuć się jak u siebie w domu, ale zarazem integrować ze sobą. (…) Superkilen to kolejny przykład architektury bez zadęcia, trochę nawet dziecinnej, naiwnej, ale bardzo bliskiej potrzebom zwykłego człowieka.

 

Superkilen_01©Superflex

 

 

Takie są też dwa „zadaszenia”: jedno z Sewilli, drugie z Gandawy. Pierwsze to już ikoniczne Metropol Parasol, dzieło niemieckiego architekta Jurgena Mayera. Stworzył przeskalowane „grzybki”, które przykryły w całości plac de la Encarnacíon – jeden z większych i starszych w stolicy Andaluzji. Przez lata to miejsce służyło jako parking, choć miało chlubną historię targową, a pod ziemią kryły się antyczne ruiny. Mayer wygrywając konkurs na to miejsce stworzył megastrukturę i za pomocą jednego totalnego gestu architektonicznego rozwiązał szereg funkcji. I tak w postumencie wielkich parasoli znalazło się muzeum archeologiczne oraz miejskie targowisko – ich dach stanowi posadzkę placu. Ten jest zacieniony przez gigantyczne, drewniane parasole – stał się więc idealnym miejscem na różne wydarzenia kulturalne: koncerty, zabawy, przedstawienia. Same grzybki to nie tylko zadaszenie, mieszczą punkt widokowy oraz restaurację z rozległym widokiem na dachy Sewilli. Dzieło Mayera wzbudza (i słusznie) kontrowersje. Stworzył formę będącą zupełnie obcym tworem w zabytkowym centrum miasta. Jednak nasycenie społecznymi funkcjami, otwarty charakter, a także przyjazność Metropol Parasol w sensualnym odbiorze, poprzez miękkość jej kształtów i ciepło drewna – spowodowały, że mieszkańcy i turyści pokochali obiekt. Można więc utyskiwać, że to wszystko efekciarskie, ale ta struktura po prostu działa. A że jeszcze ma świetny marketing – największej konstrukcji drewnianej na świecie – skazana jest na frekwencyjny sukces ! (…)

 

zdjęcie w tle2
 

 

 

Polska chce zadziwić świat

 

Na tym tle polskie obiekty, reprezentujące tzw. „twardą architekturę”, skupione na sobie i swojej formie – po prostu przepadły. Na shortliście wśród 34 obiektów z Europy były dwa z Polski: „Rudzielec” z Katowic, czyli Centrum Informacji Naukowej i Biblioteka Akademicka w Katowicach projektu HS99 oraz Zintegrowany Węzeł Przesiadkowy Wrocław-Stadion projektu wrocławskiej pracowni Maćków. Biblioteka w Polsce urosła już do rangi ikony – zdobyła w ostatnim czasie wszystkie możliwe nagrody: Grand Prix konkursu „Życie w Architekturze”, Nagrodę Architektoniczną Polityki, Nagrodę SARP dla Najlepszego Obiektu ze Środków Publicznych i wiele innych, pomniejszych. Owszem to super zaprojektowany obiekt, konsekwentny w realizacji wyjściowej wizji, ale… nie wnoszący nic nowego do światowej architektury. Jego zgrabna bryła, dopracowany detal, wirtuozeria zastosowanych materiałów i faktur – stawiają go istotnie w gronie jednych z najlepszych współczesnych budynków w Polsce, ale na tle realizacji ze świata biblioteka okazuje się tylko przyzwoitą architekturą. (…)

 

 

przewidywalny Mies

 

Nagroda Miesa tak wyczekiwana w Polsce, jest cyba trochę na wyrost, bo na świecie jej znaczenie, a raczej wartość – maleje. To jedno z tych prestiżowych wyróżnień, które choć jest silną marką, to jednak powoli zatraca swój charakter i świeżość w odkrywaniu nowych, ciekawych realizacji. Nikt już chyba nie spodziewa się po głównej nagrodzie jakiegoś zaskoczenia, to od lat obiekty z pierwszych stron gazet, spektakularne publiczne projekty, kosztowne ikony. Małe i skromne realizacje, jednak o nowatorskiej typologii, eksperymentujące, wnoszące coś nowego do światowej architektury – pozostają w konkursie w zupełnym cieniu. Mies van der Rohe Award to wyróżnienie coraz bardziej zachowawcze i wtórne. (…)

 

Zastanawiające jest, że na shortliście znalazły się dwa obiekty nagrodzone w „Życiu w Architekturze”. Czy fakt, że naczelna „Architektury-murator” – organizatora tego konkursu była również w jury Miesa – miał na to wpływ? Jeśli tak, to była to niedźwiedzia przysługa dla tych obiektów, bo nie miały szans wygrać. Przepadły za to wspomniane przeze mnie MOCAK lub vitkAc, które mogły z większym powodzeniem konkurować.

 

Nagroda Miesa staje się totalnie przewidywalna i popowa. To już prawie jakiś moloch, przerośnięta instytucja, która zatraca kontakt z rzeczywistością. Być może impulsem do zmian będzie nowa dyrektora Fundacji im. Miesa van der Rohe. Giovanna Carnevali to młoda i kompetentna osoba, może w kolejnej edycji uda jej się wprowadzić nowe spojrzenie na konkurs i poprawić sposób wyboru prac. Jeśli to się nie stanie – Mies będzie nagrodą wyłącznie marketingową, PR-ową, pozbawioną swojego pierwotnego sensu nagradzania najlepszych obiektów w Europie, istotnych dla rozwoju światowej architektury.

 

 

FOTO: MATERIAŁY PRASOWE FUNDACJI MIES VAN DER ROHE

 

Całość materiału o Nagrodzie Miesa Van der Rohe w lipcowo-sierpniowym numerze ARCH.

ARCH #52
MARZEC/KWIECIEŃ 2019
facebook