AUTOR ARTYKUŁU
JERZY HALBERSZTADT
„ARCHITEKCI WYMYŚLĄ SKORUPĘ”
28 maja 2013 | wyślij link
„ARCHITEKCI WYMYŚLĄ SKORUPĘ”

Jerzy Halbersztadt – spiritus movens idei budowy Muzeum Historii Żydów Polskich. Jest głównym twórcą koncepcji programowej, opracował również założenia programu architektonicznego i doprowadził do organizacji konkursu, którego efekty możemy dziś oglądać w centrum Warszawy.

 

„Architektura w budynku muzeum jest mniej ważna, niż jego program i treść” – przekonywał mnie Jeshajahu „Shaike” Weinberg na początku naszych wspólnych prac nad Muzeum Historii Żydów Polskich w latach 1998-1999. „Kiedy już będziemy dokładnie wiedzieli, jakie muzeum chcemy i możemy stworzyć, znajdziemy architektów, którzy wymyślą dla niego skorupę”. Weinberg był wielkim mistrzem naszego przedsięwzięcia, więc akceptowałem to podejście (choć z pewnym niedowierzaniem), oddychając jednak z ulgą, że chociaż ten jeden aspekt całego projektu będzie sprawą stosunkowo prostą i nie wymaga, abym się nim natychmiast zajął.

 

Skończyło się na przeprowadzonym w 2005 roku pierwszym międzynarodowym konkursie architektonicznym z prawdziwego zdarzenia, jaki zdarzył się w Polsce po 1989 r., a tak naprawdę w ogóle w historii polskiej architektury, bo przed 1939 r.  takich konkursów nie urządzano, a po wojnie – poza nielicznymi konkursami na pomniki – tym bardziej.  Również po 2005 roku, żaden z następnych konkursów nie dał tak przekonywujących rezultatów. Więc chociaż sformułowanie o „skorupie” było mocno przesadzone, w najważniejszym Weinberg miał rację: szanse na dobry projekt budynku na pewno są większe, gdy jego funkcje i zadania są dogłębnie przemyślane.  I dopiero wtedy trzeba się brać za projektowanie (z konkursem lub bez), gdy taka lekcja została porządnie odrobiona.

 

Weinberg był prawdziwym innowatorem muzealnym na skalę światową. W latach 70-tych wraz z Abą Kovnerem stworzył Muzeum Diaspory w Tel Avivie, pierwsze na świecie historyczne muzeum w dużym stopniu narracyjne, którego wystawa została zbudowana niemal całkowicie z wytworzonych artefaktów, a nie z oryginalnych kolekcji.  Architektura tego budynku była ściśle funkcjonalna, pozbawiona spektakularności i dostosowana do spokojnej elegancji otaczającego kampusu uniwersyteckiego, a nie do światowej misji, której była poświęcona. Dziełem Shaiki, które przyniosło mu międzynarodowe uznanie stało się na przełomie lat 80. i 90.  Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. (…)

 

W pierwszych latach moja praca z Shaike skupiona była na gromadzeniu dokumentacji i tworzeniu założeń wystawy historycznej, jeśli oczywiście pominąć to, że większość wysiłków i czasu pochłaniał lobbying wobec polityków, ludzi pieniądza i środowisk opiniotwórczych w różnych krajach, by w ogóle uznali tworzenie takiego muzeum za możliwe i godne zaangażowania. W potrzebę stworzenia Muzeum Historii Żydów Polskich z reguły nie wątpiono, ale to samo w sobie niewiele zmieniało, gdyż praktycznie nikt nie sądził, że uda się to zrealizować. Spotykając się z Shaike co kilka tygodni w Polsce, Niemczech lub Izraelu, zawsze znajdowaliśmy jednak kilka godzin na szczegółowe omówienie, pomieszczenie za pomieszczeniem, programów architektonicznych i planów kilku muzeów, m. in. waszyngtońskiego Muzeum Holokaustu, Centrum Icchaka Rabina w Tel Awiwie, Muzeum Miasta Jerozolimy i muzeum berlińskiego.  Studiowaliśmy też wiele czołowych muzeów europejskich, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Austrii i Holandii.  (…)

 

Radykalna zmiana w naszych planach nastąpiła wiosną 1999 r., gdy Weinberg zobaczył Muzeum Guggenheima w Bilbao. Będąc pod dużym wrażeniem zaproponował, by zaprosić do współpracy Franka Gehry’ego.  Zgodziłem się, bo nasze muzeum, bez jasnego planu finansowania, wspierane przez luźną koalicję ludzi dobrej woli, a nie przez kogoś, kto mógłby  zagwarantować jego powstanie, koniecznie potrzebowało postępu, zrozumiałego dla szerokiej publiczności. Obejrzałem budynki zaprojektowane przez Gehry’ego w Pradze i Weil am Rhein, pojechałem też do Bilbao. To była rzeczywiście nowa jakość, której szukaliśmy.

 

Gehry odpowiedział na nasz list zaproszeniem na spotkanie, ale z powodu ciężkiej choroby Shaiki, zobaczyliśmy się dopiero na początku stycznia 2000 roku, kilka dni po śmierci Weinberga. Ta pierwsza rozmowa w Kalifornii, podczas której towarzyszyło mi dwóch amerykańskich przyjaciół,  trwała kilka godzin i okazała się bardzo udana. Gehry był człowiekiem bezpośrednim i dużo bardziej naturalnym, niż sądziłem, poznając jego niezwykłe budynki. (…) Po długim oglądaniu dokumentacji fotograficznej i filmowej, którą przywiozłem oraz wielu pytaniach, które świadczyły o pełnym zrozumieniu tej niezwykłej lokalizacji na terenie dawnego getta warszawskiego, w pewnej chwili lekko odwrócił się do swoich współpracowników i powiedział to, co wszyscy w Warszawie uważaliśmy za kluczowe: „Trzeba będzie zacząć od pomnika …”,  wskazując na dzieło Natana Rapaporta.  Dla nas to też była najważniejsza sprawa i słysząc te słowa doszedłem do wniosku,  że znaleźliśmy właściwego człowieka. (…) Porozumienie z Gehrym to właściwie był moment, w którym po raz pierwszy uwierzyłem, że naprawdę uda mi się doprowadzić do stworzenia tego muzeum.

 

Potem było kilka kolejnych spotkań. Fascynujące było obserwowanie jego niezwykłego sposobu modelowania i postępu prac przy różnych projektach, ale co do muzeum w Warszawie nie wychodziliśmy poza wstępne rozmowy. Rzeczywista praca projektowa na dobrą sprawę nigdy się nie zaczęła. Do Gehry’ego zaczęły docierać komentarze z Polski o tym, że nie wiadomo, czy nasze muzeum w ogóle powstanie.  Miał coraz więcej wątpliwości. Oczekiwał oficjalnego wystąpienia, np. władz polskich, które niejako zapewnią go o przyszłym zamówieniu, ale o tym przez dwa kolejne lata nie mogło być w ogóle mowy.   Próbowałem zdobyć fundusze na zamówienie projektu Gehry’ego w Nowym Jorku, ale nasi darczyńcy odmówili. Bali się coraz bardziej kontrowersyjnej opinii o Gehrym, jako architekcie ekstrawaganckim, którego budynki są niesłychanie kosztowne, a budżet podczas realizacji wzrasta wielokrotnie. (…)

 

W tym czasie opracowałem pierwszą wersję programu architektonicznego budynku. Równolegle zespół, którym również kierowałem, złożony z brytyjskich designerów z firmy Event Communications i polskich historyków, stworzył szczegółowy projekt koncepcyjny wystawy, tzw. masterplan. Pracowaliśmy, gdy były na to pieniądze, czasem z wielomiesięcznymi przerwami. Materiały te, zanim trafiały do Gehry’ego,  przeglądał i oceniał pro bono Stefan Kuryłowicz.  Na prośbę Stefana – Jego zaangażowanie trzymaliśmy w tajemnicy. (…)

 

Mogę dzisiaj napisać o decydującym momencie, w którym uznałem, że współpraca z Gehrym nie ma przyszłości.  Było to na początku 2003 r., gdy podczas kolejnej wizyty – Frank pokazał mi  gotowy projekt koncepcyjny dla Centrum Simona Wiesenthala w Jerozolimie. Stałem obok Gehry’ego przed wielkim modelem i starałem się ukryć przerażenie.  Projekt był straszliwie agresywny, do tego w obrębie stylu Gehry’ego bardzo eklektyczny.  (…) Doszedłem do wniosku, że nie wolno mi tak ryzykować i zacząłem przygotowania do międzynarodowego konkursu architektonicznego.  Zajęło to wiele miesięcy, a nie mogłem tego ogłosić do czasu wypracowania  pełnego planu alternatywnego. Mieliśmy do czynienia z wieloma osobami czekającymi na jakiekolwiek potknięcie.  (…)

 

Wśród powszechnie dziś znanej listy uczestników konkursu byli tacy, których po długotrwałych negocjacjach udało się namówić do udziału, jak Daniel Libeskind, oraz architekci, którzy sami się zgłosili,  przyciągnięci rozchodzącą się famą tego konkursu, jak Kengo Kuma czy Peter Eisenman. (…)

 

Jesienią 2004 roku byliśmy gotowi. Gdy 25 stycznia 2005 r. udało się wreszcie doprowadzić do zawarcia umowy między Ministerstwem Kultury, Miastem st. Warszawą i Stowarzyszeniem Żydowski Instytut Historyczny w Polsce,  o oficjalnym utworzeniu Muzeum Historii Żydów Polskich, mogłem na początku lutego ogłosić międzynarodowy konkurs, który po pięciu miesiącach wyłonił zwycięski projekt, nazwany przez nas od razu „domem z magicznym wnętrzem”. Autorem okazał się Rainer Mahlamäki.

 

 

Publikowany tekst dzięki uprzejmości Jerzego Halbesztadta jest fragmentem przygotowywanej do druku książki.

Foto: WOJCIECH KRYŃSKI

 

Artykuł opublikowany został w nr 17 ARCH. Całość artykułu dostępna jest w drukowanej wersji magazynu – http://www.archsarp.pl/kategoria-produktu/arch

ARCH #52
MARZEC/KWIECIEŃ 2019
facebook