AUTOR ARTYKUŁU
FILIP SPRINGER
NOTATKI Z PRZESTRZENI: TOTALITARYZM KOLORU
23 kwietnia 2013 | wyślij link
NOTATKI Z PRZESTRZENI: TOTALITARYZM KOLORU

Czasami mam wrażenie, że zaraz pękną mi oczy. Albo aparat eksploduje mi prosto w twarz i będzie po wszystkim. A potem rozmawiam z ludźmi, którzy tam żyją i słyszę, że im się podoba. No to jak się podoba to w czym rzecz?

 

Gdynia

Na spotkaniu autorskim. Starsza pani, bardzo miła. Rozmawiamy przez chwilę o blokach. Ona w pewnym momencie, z uśmiechem ale dość stanowczo pyta:

– A dlaczego pan mi każe to kochać, skoro tam się nie da żyć?

Mówi, że mieszka na szesnastym piętrze, trzy pokoje, czterdzieści parę metrów, ślepa kuchnia. I wszędzie było szaro.

– Więc pomalowaliśmy i jest trochę przyjemniej.

Pojechałem potem na to osiedle, jest pistacjowo-różowe. Każdy kocha jak umie.

 

 

Szczecin

Osiedle Słoneczne. Oglądałem je często jadąc z Poznania. Pociąg przejeżdża obok hipermarketu, a w oddali, na wzgórzu majaczy kilkadziesiąt bloków. Wszędzie stąd daleko, w prześwitach pod blokami hula wiatr tak silny, że z trudem utrzymuję się na nogach.

 

Samo osiedle to, żadna tam rewelacja, po prostu wielkie mieszkalne szafy, a na środku staw z kaczkami. Każda szafa jest inna. Są takie pistacjowe z różowymi balkonami, są ciemno niebieskie z żółtą aplikacją. Wszędzie stąd daleko. Długi obiektyw skraca perspektywę, zagęszcza to co w kadrze. Nagle wszystko się kumuluje, nachodzi na siebie, miesza się. Robi się z tego kakofonia, trudna do wytrzymania. Tylko patrzę, nie robię zdjęcia. To byłoby za dużo.

 

A potem jedziemy na Osiedle Fioletowe, też na Dąbiu. R. nie chce wysiadać z samochodu, mówi, że już po tamtym ma dość. Ja idę. Przy ulicy Fioletowej stoją fioletowe bloki, a fioletowi ludzie wsiadają do fioletowych samochodów. To jest jakiś totalitaryzm koloru. Gdybym tu mieszkał poczułbym się obrażony. Bo według jakiej logiki to ma sens, do jakiego gustu to się odwołuje, do jakiej inteligencji? Jaka myśl stała za tym, by całe osiedle machnąć na fiolet (obok są jeszcze osiedla brązowe i pomarańczowe).

 

 

Wrocław

To się stało szybciej niż myślałem. Całkiem niedawno, podczas jakiejś dyskusji o modernizmie przyszło mi do głowy, że lada moment w ten sam sposób będziemy mówić o postmodernizmie. Na razie jeszcze nienawidzimy i się z niego śmiejemy, ale lada moment dotrze do nas, że to też jest świadectwo czasu, że może patrzenie z pobłażaniem to nie jest najlepszy punkt wyjścia dla głębszej refleksji. Pomyślałem sobie tak wtedy, ale jakoś nie miałem odwagi powiedzieć tego głośno. Był kwiecień 2011 roku. A teraz, niecałe dwa lata później Bęc Zmiana wydaje „Postmodernizm jest prawie w porządku” , a ja otwieram gazetę i czytam o wyburzeniu SolPol-u we Wrocławiu. Każdy go zna, to ten kolorowy budynek przy Świdnickiej. Zygmunt Solorz-Żak postanowił go wyburzyć. I co się dzieje? Wszyscy architektoniczni święci Wrocławia mówią, żeby z tym poczekać, że to ważny budynek, że znak czasów. Nie lubię go, nie umiem pokochać, pewnie nie pokocham, ale się z nimi zgadzam. Bo ten sam błąd popełniono w Katowicach na dworcu, w Warszawie przy Supersamie i w jeszcze kilku miejscach. Zabrakło czasu na zastanowienie, na refleksję pozbawioną tych wszystkich sentymentów, politycznych naleciałości, uprzedzeń. A przecież i tak było go więcej niż w przypadku SolPolu. Ktoś mówi „Nie sprawdził się”, a w oddali już słychać ryk buldożerów. Jak tak dalej pójdzie to już wkrótce będziemy takie opinie wypowiadać o budynkach, które jeszcze nie powstały.

 

 

Płock

Rozmawiam z prezesem jednej spółdzielni. Mówi, mi z dumą, że kolory elewacji u nich na osiedlu wybierała pani sekretarka.

– Wie pan, kobiety znają się na kolorach – wyjaśnia.

Pytam co z architektem, bo przecież na takie wielkie bloki musi być ktoś z uprawnieniami, sama sekretarka nie wystarczy.

– Mamy takiego zaprzyjaźnionego więc podpisał nam te papiery. Przecież to tylko elewacja.

Takich rozmów mam ostatnio dziesiątki. Mówią, że elewacje wymyślała Rada Osiedla. Pytam czy jest w niej jakiś architekt. Oczywiście nie ma. Inny cieszy się z piramid na bloku, mówi, że w przyszłym roku domalują wielbłąda. Wtedy to będzie!

Jeden z prezesów, przeczytał mój tekst w „Polityce” i od startu zaczyna się pienić, krzyczy do słuchawki, że fanaberie grupki estetów podałem jak dekrety.

– A przecież ludziom się podoba, jak jest kolorowo – kończy.

Żyję w bąblu i coraz bardziej to do mnie dociera. Bo skoro prawie wszystkim się podoba, a głosy sprzeciwu są pojedyncze to w czym rzecz? (…)

 

FOTO: FILIP SPRINGER

 

Artykuł opublikowany został w 16 numerze ARCH

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook