AUTOR ARTYKUŁU
WOJCIECH CZAPNIK
BARTEK NAWROCKI
ARCHITEKTURA – NAJTRUDNIEJSZA Z DZIEDZIN SZTUKI. WYWIAD Z TONYM FRETTONEM
11 kwietnia 2013 | wyślij link
ARCHITEKTURA – NAJTRUDNIEJSZA Z DZIEDZIN SZTUKI. WYWIAD Z TONYM FRETTONEM

Wojciech Czapnik: Powiedział Pan w jednym z wywiadów, że jest raczej człowiekiem czynu niż myślicielem i że nie zwykł pan czynić teoretycznych założeń przed rozpoczęciem projektowania.

 

Tony Fretton: Owszem, jednak idee i tak zawsze są obecne w projekcie. Praca architekta jest rozpięta pomiędzy dwoma biegunami. Jednym jest stworzenie opakowania dla jakieś ludzkiej aktywności, drugim – wkład w kulturę wizualną współczesności i konkretny krajobraz. I to rozpięcie, ta dwoistość czyni z architektury jedną z najtrudniejszych dziedzin sztuki.

 

WCz: Stosunkowo niedawno zaczął pan, oprócz tworzenia raczej małych obiektów o profilu kulturalnym, projektować większe budynki publiczne i komercyjne. Wspomniał pan również, że aby zdobyć uznanie i zaufanie w Wielkiej Brytanii, należy najpierw odnieść sukces poza jej granicami.

 

TF: To dosyć złożona kwestia. Dla architektów, którzy poszukują, mają swoje przemyślenia – jak na przykład Rogers czy Stirling – nie ma w Wielkiej Brytanii publiczności. Więc szukasz tej publiczności dalej, w świecie. Jednak w każdym społeczeństwie procent ludzi zainteresowanych ambitną architekturą jest bardzo mały.

 

WCz: Na Wyspach szczególnie mały?

 

TF: Zna pan zapewne mapę sporządzoną przez surrealistów, na której wielkość kraju odpowiadała jego znaczeniu, wadze jego kultury dla surrealizmu. Belgia jest tam całkiem spora, natomiast Anglia ma wielkość Gibraltaru. Każdy kraj interesuje się tobą w pewnym ograniczonym stopniu i niekoniecznie najbardziej zainteresowana musi być twoja ojczyzna. Na przykład nasze podejście okazuje się być zbliżone do tego, co robili duńscy moderniści. Nasze poszukiwania łączą się z tamtymi, sprzed kilku dekad. Co ciekawe, w samej Danii obecnie już nie ma tego ducha. Teraz dominują tam biura takie jak BIG, które naśladują Rema Koolhaasa, tyle że w najgorszy możliwy sposób.

 

Wracając do Wielkiej Brytanii – pracuje tu bardzo wielu architektów pochodzących skądinąd, jest też obecna silna ekscytacja egzotyczną architekturą. Czasem, z trudnych do wyjaśnienia powodów, to ty zostajesz uznany za egzotykę i stajesz się modny.

 

WCz: Projektując za granicą, poruszamy się w przestrzeni innej kultury, jesteśmy przez nią odczytywani w sposób, na który nie mamy wpływu i który może nas samych zaskoczyć. W jaki sposób można zbudować – a potem zachować – swoją tożsamość, pracując w tak nieprzewidywalnym kontekście? Czy zastanawia się pan „kim jestem w oczach tych ludzi?”

 

TF: Oczywiście. Projektując w obcym kontekście staramy się analizować miejscową kulturę budowlaną i znaleźć rzeczy uniwersalne, których możemy użyć we własnym dziele. Im bardziej pewien jesteś rezultatu, jaki chcesz osiągnąć, tym łatwiej jest, używając pewnego stałego zestawu inspiracji, uzyskać efekt dopasowany do miejscowych warunków, konkretnego kontekstu. Moje biuro ma konkretny pomysł na to, jak powinna wyglądać przestrzeń, w której ludzie chcieliby przebywać, zwłaszcza razem, publicznie. Kiedy masz już ten pomysł, możesz go użyć w wielu sytuacjach, w wielu kontekstach.

 

Oczywiście – są miejsca na tyle inne, że ten model projektowania mógłby nie zadziałać, na przykład Indie czy Chiny. Ale ja pracuję w Europie, tu różnice nie są aż tak wielkie, część wspólna dla poszczególnych kultur jest dosyć duża. (…)

 

BN: Dziś nie projektujemy jak wtedy – w perspektywie stuleci; musimy określić, co będzie się działo z budynkiem za 25 lat, czy materiały budowlane nadają się do recyklingu…

 

TF: Tak, ale z drugiej strony – udane budynki trwają znacznie dłużej, niż to było planowane. Byłem niedawno we francuskim Nancy i widziałem pawilon projektu Jeana Prouve, zbudowany w latach pięćdziesiątych jako tymczasowy obiekt. Wciąż tam jest!

 

WCz: jak wielokrotnie pisał Hans Ibelings, w Europie zbudowano już tyle, że w zasadzie nie ma potrzeby budowania nowych obiektów. Pańskie biuro zaprojektowało w Amsterdamie Solids – budynek, obecnie już niemal ukończony, który ma przetrwać 200 lat. To ciekawe założenie.

 

TF: Tak, ale to nie ma wiele wspólnego z, powiedzmy, ekologią. To pomysł inwestora. Owszem, ten budynek mógłby przetrwać wieki, jednak  z pewnością już za 50 lat nie będzie go tam. Pomysłem klienta był „wieczny” budynek, jednak dziś nie buduje się na tak długo, liczy się dzień dzisiejszy. Zapewne kiedyś ten sam inwestor zadecyduje o rozbiórce. (…)

 

WCz: Często opisuje pan miasto jako scenę, na której rozgrywa się spektakl ludzi i budynków. Zarazem sporą część  własnych projektów nazywa pan architekturą tła. Jaka powinna być równowaga pomiędzy budynkami spektakularnymi i tymi skromniejszymi?

 

TF: To zawsze jest kwestia konkretnej lokalizacji i charakteru danej budowli. Niektóre obiekty powinny być powściągliwe, zresztą w tle też przecież mogą dziać się ciekawe rzeczy. Jestem zainteresowany zrównoważeniem projektu, tak, aby wydawał się właściwy w danym miejscu. Donald Judd powiedział, że na obrazie Barnetta Newmana dzieje się równie wiele, co u Maneta. Dla niewprawnego okna może to wydać się herezją, ale to co jest istotne, to decyzje artysty. One są obecne również u Newmana, i są bardzo odważne.

 

Projektując, musimy być bardzo uważni, musimy wiedzieć, co chcemy przekazać. Musimy rozważyć kwestie odbioru projektu w różnych aspektach, zarówno użytkowych, jak i formalnych. Wtedy nasze budynki będą przekonujące zarówno dla znawców, jak i dla laików.

 

 


Fretton1_ok

Tony Fretton – brytyjski architekt, wykładowca i pisarz, znany głównie z realizacji związanych ze światem sztuki – galerii, muzeów, pracowni artystów, w tym domu Anish Kapoora w Londynie. Fretton był gościem SARP Katowice w ramach Śląskich Dni Architektury 2011 i cyklu wykładów Mistrzowie Architektury.

 

 

Artykuł opublikowany został w 9 numerze ARCH. Całość artykułu dostępna jest w drukowanej wersji magazynu – kontakt: archiwum(at)archsarp.pl

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook