AUTOR ARTYKUŁU
ERNESTYNA SZPAKOWSKA
MACIEJ SKAZA
O KOBIECYCH KSZTAŁTACH WENECJI, WSPÓLNYM GRUNCIE BIENNALE I FENOMENIE ANDREA PALLADIO
27 marca 2013 | wyślij link
O KOBIECYCH KSZTAŁTACH WENECJI, WSPÓLNYM GRUNCIE BIENNALE I FENOMENIE ANDREA PALLADIO

Wydawałoby się, że o Wenecji powiedziano już wszystko. Miasto opisywano poezją i prozą, było inspiracją dla muzyki, także tłem akcji, a niekiedy głównym bohaterem filmu; zważone i zmierzone, zilustrowane i namalowane. Można by wysnuć wniosek, że nie kryje już żadnej tajemnicy. Wystarczy jednak, choć raz zapuścić się w ciasne, duszne uliczki, gdzieś tam pomiędzy kanałami, a zdającymi się strzelać w niebo budowlami, by już na zawsze pozostać pod urokiem tego niezwykłego miejsca

 

(…) Architektura Wenecji narodziła się w snach. „Z tego źródła w każdym razie z całą pewnością pochodzą niektóre architektoniczne blueprints […], jako że nie da się ustalić innego ich początku w ramach realności”. Senne marzenie, pojawiające się w kolejnych kadrach, powielone odbiciem w wodzie stwarza ten nierealny obraz – miasta zbudowanego na wodach Adriatyku. (…)

 

W kolejnych kadrach otwierających się przestrzeni uliczek, placów, zaułków, mostów i mostków, niemalże prześladowały nas, co raz to nowe oblicza architektury i jej architektów tworząc w naszej wyobraźni odrębne byty…

 

Pierwszym z nich było XIII Międzynarodowe Biennale Architektury, któremu poświęciliśmy prawie cały dzień. Podróż po ekspozycji w Arsenale, i dalej – do zlokalizowanych w ogrodach pawilonów, wywołała wśród uczestników wyjazdu tyleż samo emocji pozytywnych, co negatywnych, a dyskusja związana z tematem Common Ground toczyła się jeszcze długo po tym, jak ostatecznie opuściliśmy Wenecję.

 

Niezależną przygodą okazała się wycieczka na wenecki cmentarz, zlokalizowany na wyspie San Michele. Już sama podróż wśród wzburzonych wód laguny, tonących w strugach deszczu, przypominała przeprawę przez Styks w drodze do Hadesu. Wyludniona i posępna nekropolia, pod szarym i zachmurzonym niebem, okazała się być bliższą w odbiorze posępnym krajobrazom rodem z „Gry anioła” C. R. Zafóna, niźli miejscem spokoju, zadumy i wiecznego spoczynku, między innymi Igora Stravinskiego, czy Josifa Brodskiego. I tylko ortogonalna siatka kwater przypominająca plan rzymskiego obozu oraz grobowce (przynależące według Adolfa Loosa wraz z monumentem do świata architektury) przypominały o prawdziwym celu podróży, inspirując zwiedzających do odnalezienia Kwartału Czterech Ewangelistów – zaprojektowanego przez Davida Chipperfielda – kolumbarium.

 

Podróż po Wenecji, to także przemieszczanie się śladami Carlo Scarpy. Wejście do IUAV, showroom firmy Olivetti, baza rzeźby przy ogrodach biennalowskich i grobowiec rodziny Capovilla, a na końcu wnętrza Fundacji Querini-Stampalia (w których oglądaliśmy wystawę rysunków Alvaro Sizy), zdają się potwierdzać tezę Bena van Berkela i Caroline Bos, że w architekturze Carlo Scarpy „detal przybiera postać motywu przewodniego” (…)

 

Mówi się, że Wenecja jest kobietą – piękną i emocjonalną. Delikatną w swoich obłych kształtach i krętych zaułkach. Przystrojoną koronkami detali, przeglądającą się w lustrze laguny Adriatyku. Zmienną w różnych kreacjach dnia i nocy, ale też złudną i zdradziecką. Przybierającą różne maski. Błyszczące w blasku październikowego słońca kamienie, w mroku nocy przyjmowały mięsiste, cieliste formy. Tkanka miejska stawała się ludzkim ciałem w nastrojowym świetle lamp, by na następny dzień otulić się melancholijnie szarymi chmurami i skąpać w ulewie. Grzała się w upale i dygotała w chłodzie, a my razem z nią. (…)

 

I wreszcie Andrea Palladio! Kościół San Francesco Della Vigna, il Redentore, bazylika San Giorgio Maggiore, świątynia i hospicjum na Fondamenta delle Zitelle towarzyszyły nam w widokach bliskich i dalekich przez cały czas naszej podróży przez Wenecję. A na koniec, już w drodze do domu, jeszcze Vicenza: arcydzieło w postaci Villi Rotonda, wyrastające idealnym porządkiem symetrycznych fasad ponad krajobrazem, zachęciło nas do zapuszczenia się (za namową prof. P. Gajewskiego) w głąb trzewi miasta…, aż do skrytych przed nami wnętrz Teatro Olimpico i potężnej Basilica Palladiana, rozsadzającej niemalże przestrzeń placu. Dziękujemy Ci profesorze, że nas wciągnąłeś aż tam. Jeszcze wrócimy do Vicenzy, być może niezależnym wyjazdem z cyklu „Śladami architektury”.

 

Mówi się, że Wenecja jest kobietą – piękną i emocjonalną. Delikatną w swoich obłych kształtach i krętych zaułkach. Przystrojoną koronkami detali, przeglądającą się w lustrze laguny Adriatyku. Zmienną w różnych kreacjach dnia i nocy, ale też złudną i zdradziecką. Przybierającą różne maski. Błyszczące w blasku październikowego słońca kamienie, w mroku nocy przyjmowały mięsiste, cieliste formy. Tkanka miejska stawała się ludzkim ciałem w nastrojowym świetle lamp, by na następny dzień otulić się melancholijnie szarymi chmurami i skąpać w ulewie. Grzała się w upale i dygotała w chłodzie, a my razem z nią.

 

Jak kobieta, Wenecja zwodziła nas, gubiąc w labiryncie zaułków. Czasem podstępnie prowadząc w koło, a czasem kierując w ślepe uliczki, zakończone ścianą lub kanałem. Niekiedy uprowadzając w vaporetto w nieznane strony, bez możliwości ucieczki. Niełatwo jest wyczuć, czy to z prostej złośliwości, czy z kobiecej kokieterii. Może to miasto flirtuje z przechodniem, prezentując swoje walory? Nietrudno się zorientować, że jego mieszkańcy nie dadzą się już zwieść, znając każdy zaułek, kanał i mostek. Być może w codziennym obcowaniu tajemnica ulatnia się.

 

Wenecja nie zawsze opisywana jest jako kobieta piękna. Pod mozaikowymi maskami, biżuterią z kamiennych koronek i drobiazgowo wykonanym makijażem odnowionych fasad kryje się istota starzejąca się. Uchylenie maski i uważne spojrzenie ukazało nam zaniedbane miejscami, gnijące ciało – zapleśniałe wnętrza, walące się budynki, zaniedbane otoczenie. Wszak historia Wenecji to też historia rozbojów, plag i mordów. Grzechów dokonywanych przez nią i na niej. Wenecja – kobieta pyszna i przedmiot pożądania wielu miała swoje wzloty, ale miała też upadki, które pozostawiły na niej widoczny ślad.

 

Staraliśmy się te ślady odkryć i zobaczyć. Te nowe, jak zespół budynków wielorodzinnych na Giudecce, zaprojektowany przez Cino Zucciego, czy wnętrza Punta Della Dogana, projektu Tadao Ando. Także te stare – ślady stóp od wieków żłobiące nierówności w posadzce Bazyliki Św. Marka. Jedno jednak pozostaje pewne – wrócimy tam po raz kolejny, zapewne za dwa lata!

 

 

Artykuł opublikowany został w 15 numerze ARCH. Całość artykułu dostępna jest w drukowanej wersji magazynu – kontakt: archiwum(at)archsarp.pl

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook