AUTOR ARTYKUŁU
HENRY URBACH
WYSTAWA JAK ATMOSFERA
12 marca 2013 | wyślij link
WYSTAWA JAK ATMOSFERA

Wystawy z atmosferą spowijają odwiedzających, którzy stają się bardziej jej uczestnikami niż widzami. Posiadają one zdolność tworzenia kolektywnego doświadczenia – o sztuce wystawiania architektury pisze Henry Urbach, kurator architektury i designu w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco

 

(…)

Większość z nas zgodzi się, że wystawa składa się z przedmiotów oraz ich rozmieszczenia. Znajdziemy oczywiście wiele odstępstw od tej reguły, mimo tego pozostaje ona dominującą praktyką, w dodatku wysoce skodyfikowaną. Muzea zbierają obiekty, które następnie są przechowywane z przeznaczeniem na przyszłe wystawy. Kuratorzy wybierają spośród nich, wypożyczają lub zamawiają dodatkowe eksponaty tworząc wystawy, które następnie są uzupełniane o urządzenia służące do ich odbioru przez odwiedzających. Są nimi elementy scenografii, takie jak oświetlenie, kolorystyka ścian, oznakowanie, umeblowanie, jak również narzędzia interpretacyjne, takie jak opisy, przypisy i urządzenia multimedialne.

 

Mimo tego w sercu każdej wystawy pozostają zawsze eksponaty. Wymogi konserwacyjne eksponatów nierzadko wymuszają zastosowanie określonego oświetlenia lub mikroklimatu w pomieszczeniu, jak również różnych form ochrony w postaci witryn, ram, kamer, czy ochrony. Ponadto strategia dotycząca prezentacji eksponatów nierzadko określa, w jakim stopniu widoczne mają być pozostałe elementy wizualne, takie jak oznakowanie czy elementy interpretacyjne.

 

Widoczne są zatem nie tylko dzieła sztuki, ale obiekty znajdujące się dookoła nich, wypełniające przestrzeń galerii, które nie są wystawiane, ale są integralną częścią wystawy. Stanowią swoistą ramę, pojemnik, bądź narzędzie do prezentacji eksponatów w sposób podkreślający ich istotność i utwierdzający ich status.

 

Biała ściana i sześcian, formaty cieszące się rosnącą popularnością w przestrzeniach galeryjnych, są ucieleśnieniem fantazji o aparacie przestrzennym, który znika. Transformacje, jakie przeszły praktyki muzealnicze, takie jak rozwój wystaw wyjazdowych wymagających podobnych aranżacji przestrzeni skutkowały rozpowszechnieniem neutralnej przestrzeni galeryjnej. W pewnym stopniu sztuka współczesna wzmocniła własną tożsamość przez podkreślenie swojej autonomii wobec architektury. Ale jedynie krótkowzroczny odbiorca jest w stanie stwierdzić, że widzi obraz lub zdjęcie bez żadnego związku z otoczeniem. Wystawa to przecież nie pokaz slajdów, odbywa się w określonej przestrzeni. A przestrzeń ta, która nabierze niebawem pewnych cech, jest czymś, co chciałbym nazwać atmosferą.

 

architektura jako obiekt

Stwierdzenie dość niespodziewane, a jednak w miarę jak architektura wchodziła do współczesnych muzeów jako medium przeznaczone do zbierania i eksponowania dzieł sztuki, zatraciła własną zdolność tworzenia atmosfery samej w sobie (szeroko pojmowanej jako przestrzeń). Kwestię tę podniósł Philip Johnson, jeden z ojców architektury modernistycznej. Projekty, które wybrał na wystawę „Modern Architecture: International Exhibition” (która, niejako przypadkowo, odwiedziła 13 innych galerii w mniej niż dwa lata) zostały przedstawione w postaci makiet i zdjęć opisanych przez osoby bezpośrednio związane z ich powstawaniem. Zamiast umieszczać architekturę w kontekście społecznym czy politycznym, Johnson (który przyczynił się do przekształcenia wczesnego modernizmu w „styl międzynarodowy”) zawarł w materiale prasowym do wystawy notę mówiącą, że „najwybitniejsi architekci z całego świata projektowali makiety budynków odpowiadające ich geniuszowi”.

 

W ten i wiele innych sposobów projekty architektoniczne były przez lata podporządkowywane konwencjom wystawienniczym, aby wejść w przestrzeń galerii sztuki współczesnej. W rezultacie obiekty modernistyczne kłóciły się z aranżacjami galerii sztuk pięknych, w których były wystawiane. Mimo tego Johnson podjął próbę ich asymilacji z otoczeniem; układał makiety na podstawach okrytych obrusami, jakby były rzeźbami małych rozmiarów, natomiast instalatorów instruował, by „wieszali małe zdjęcia jak obrazy”. Od tego momentu począwszy architektura miała prawo bytu w przestrzeni muzealniczej, pod warunkiem jednak, że podporządkowywała się tym lub podobnym konwencjom i, tym samym, odrzucała swoją tożsamość.

(…)

 

atmosfera

Atmosferę wystawy tworzą dzieła sztuki, to na pewno. Można nawet powiedzieć, że są one głównym punktem wystawy. Należy jednak stwierdzić, że tworzą atmosferę również inne elementy: architektura galerii; oświetlenie i wystrój; meble; elementy interpretacyjne; czynności wykonywane przez ludzi, łącznie z pracownikami ochrony i innymi gośćmi; idee wypełniające powietrze; praktyki muzealne, kuratoryjne i artystyczne towarzyszące obiektom; praktyki interpretacyjne przekładające się na zachowanie obserwatorów, i tak dalej. Również zapachy i dźwięki. Wystawę można obejrzeć, ale również poczuć i przysposobić, zapamiętać.

 

Przykuwająca uwagę i imponująca wystawa to taka, w której powietrze, swoista atmosfera jest naładowana emocjami i tętniąca życiem. Taka, która wydaje się żyć własnym życiem. Dla porównania, sytuacje, w których odczuwa się zniechęcenie i nadmierne obciążenie w galerii to najczęściej takie, w których atmosfera jest bez wyrazu, bez życia, bez „powietrza”. Dla niektórych z nas atmosfera ta ma wielkie znaczenie, może nawet większe niż same eksponaty, których wymowę i zdolność do tworzenia pewnej aury można oceniać jedynie w odniesieniu do pozostałych elementów. I tu przypominają mi się przemyślenia Rolanda Barthesa na temat „sytuacji kinowej”, według których zmieniający i poruszający się obraz zostaje ujęty w ramy i postawiony w centrum zainteresowania przez umiejscowienie go w ciemnej przestrzeni kinowej.

 

Ten sposób myślenia, który ja określam jako fundamentalnie architektoniczny mówi nam zatem, że jednym z zadań kuratora jest stworzenie atmosfery. Jest to coś, czego próbowałem dokonać raz za razem, przy wielu wystawach; podam tu kilka przykładów. Moja pierwsza wystawa, która odbyła się w 1998 roku na Gramercy Art Fair w Nowym Jorku przedstawiała myśl architektoniczną w miejscu, które do tego nie pasowało. Każdej galerii przypisano pokój hotelowy, który większość z nich traktowała jako niewystarczająco neutralną przestrzeń, bowiem ściany pokojów były niewystarczająco białe, a niepotrzebne meble stwarzały ograniczenia. Moim założeniem (które mógłbym teraz określić jako pro-atmosferyczne) było podejście do pokoju hotelowego jako pokoju hotelowego, w którym zebrane dzieła dziewięciu architektów badały enigmatyczne, quasi-domowe i quasi-publiczne właściwości tego miejsca.

 

W następnych wystawach poruszałem temat konfrontacji przestrzeni galerii – jej formy, programu, czy znaczeń normatywnych – z nowymi możliwościami. Zastanawiałem się nad możliwością prezentacji w galerii projektów związanych z wykonywaniem czynności nie związanych z elementami wystawienniczymi, jak to miało miejsce w przypadku projektu „TV-TANK” grupy LOT-EK, który polegał na ustawieniu fotela do oglądania telewizji (i, nieprzypadkowo, do drzemania) we wnętrzu komercyjnej galerii. Innym przykładem jest projekt „moistSCAPE” studia Freecell, który, pewnego gorącego lata, oferował odwiedzającym wizytę w wewnętrznym ogrodzie. Wypełniony chłodnym, wilgotnym powietrzem, szybko został porośnięty mchem, który upodobał sobie szczególnie armaturę z galwanizowanej stali. Odwiedzający mogli stanąć lub usiąść na miękkiej podłodze z postrzępionej gumy. Niektórzy z nich posilali się drugim śniadaniem lub napojem. Następnym przykładem jest zamykająca wystawa „In Heat” biura Jürgen Mayer H., traktująca przestrzeń jako trójwymiarową powierzchnię i zachęcająca odwiedzających do dotykania miejsc pokrytych reagującym na ciepło pigmentem i pozostawienia efemerycznego śladu swojej wizyty. Projekt ten oddawał hołd wystawie Fredericka Kieslera „Blood Frames”, która odbyła się w 1947 roku, po której Kiesler znalazłby się z pewnością w gronie postaci kreujących wystawy przez pryzmat atmosfery.

(…)

 

od jednostki do grupy

Wystawy z atmosferą spowijają odwiedzających, którzy stają się bardziej jej uczestnikami niż obserwatorami czy widzami, przestrzeniami o szczególnych właściwościach. W tym sensie posiadają one zdolność tworzenia kolektywnego doświadczenia, choćby ulotnego. Jak bardzo różni się to od tradycyjnej koncepcji wystaw i ich podejścia do poszczególnych odbiorców.

 

Wystawa o swoistej atmosferze mierzy się z idealnym połączeniem eksponatu i odbiorcy, oferując poszerzone pole ich interakcji.

 

Pragniemy przebywać w szczególnych przestrzeniach, w przestrzeniach wypełnionych doświadczeniem społecznym. Jest to wygodna pozycja dla muzeów sztuki współczesnej, posiadających ku temu wszelkie warunki, ale, w swoim oddaniu obiektom/eksponatom, wstrzymujących się od zmian. Historia wystaw poświęconych sztuce nowoczesnej i współczesnej to zapis przykładów przeciwnych, dlatego chciałbym stwierdzić, iż praca, którą wykonuję mieści się w dyskursie, któremu wiele zawdzięczam: przemyślenia Johna Deweya na temat „sztuki jako doświadczenia” i ich przedstawienia w galeriach Fundacji Barnes; wystawa Philipa Ursprunga „Herzog & de Meuron: Archaeology of the Mind” w Canadian Centre for Architecture; inauguracyjna wystawa Liny Bo Bardi w Muzeum Sztuki São Paulo; projekt Olafura Eliassona „Weather Project”; instalacja „Big Bambu” autorstwa Mike’a i Douga Starn na dachu Metropolitan Museum of Art.; Kiesler; Duchamp. Mógłbym tu zacytować wiele tekstów i wystaw – wystaw posiadających atmosferę, wrażenie czegoś namacalnego, czegoś obecnego i żywego w powietrzu, wystaw zbliżających ludzi do siebie w sposób, który ma znaczenie.

(…)

 

FOTO: Olafur Eliasson – „Weather Project” – instalacja w londyńskim Tate Modern w Hali Turbin, 2003; www.simiant.com

 

Tłumaczenie: Aleksandra Piekoszewska

 

Tekst był wcześniej publikowany w magazynie „Log” w numerze 20. (jesień 2010) poświęconemu wystawianiu architektury. Tu prezentujemy jego obszerne fragmenty dzięki uprzejmości Henry’ego Urbacha.

 

Artykuł opublikowany został w nr 14 ARCH. Całość artykułu dostępna jest w drukowanej wersji magazynu – kontakt: archiwum(at)archsarp.pl

ARCH #57
STYCZEŃ/LUTY 2020
facebook